Reklama

Ludzie ludziom...

Tragiczny przypadek Bogdana

Do Włoch Bogdan Wiśniowski przyjechał pod koniec sierpnia 2006 r. Udało mu się dostać pracę w restauracji w Licoli koło Neapolu. Potem wydarzył się ten tragiczny w skutkach wypadek w pracy. Po licznych przejściach Bogdan trafił do szpitala w Pozzuoli w stanie ciężkim. Lekarze poważnie obawiali się o jego nogi i o to, czy będzie normalnie chodził.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Bogdan Wiśniowski ma 36 lat i pochodzi z małej miejscowości w województwie zielonogórskim. Do Włoch przyjechał, bo znalazł się w sytuacji bez wyjścia. W domu materialnie zaczynało być coraz gorzej. Mieszkał z mamą emerytką, która opiekowała się ciężko chorą babcią. On, notoryczny bezrobotny, bez widoków na jakąkolwiek pracę, nie mógł dłużej pozostawać na utrzymaniu mamy, której i tak brakowało na lekarstwa i zabiegi dla babci. Zdecydował się na wyjazd właśnie do Włoch - namówił go do tego kolega, który kiedyś pracował tam w restauracji. To on załatwił mu pracę u swego byłego szefa w restauracji w Licoli. Bogdan zmywał naczynia i pomagał w kuchni za 20 euro dziennie. Jak na pracę od świtu do nocy, to niewiele, ale i tak był zadowolony z tego, co miał. Tym bardziej że w restauracji miał darmowe wyżywienie i nocleg - w piwnicy przeznaczonej na podręczny magazyn, którą dzielił z pięcioma innymi Polakami zatrudnionymi w restauracji. Pracował, oczywiście, na czarno, jak pozostali rodacy. Wszystko było dobrze aż do pamiętnego 29 września. To wtedy zdarzył się wypadek, który dalsze jego życie zamienił w prawdziwe piekło. Pękł plastikowy pojemnik z gorącą oliwą, która wylała się Bogdanowi na nogi. Mężczyzna doznał poważnego poparzenia obu stóp.
Ból i cierpienie, których doznał Bogdan, trudno sobie wyobrazić. Jednak najbardziej przestraszony tym, co zaszło, był jego pracodawca, właściciel restauracji. Doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie mu grożą. Zatrudniony na czarno obcokrajowiec, nieubezpieczony, uległ poważnemu wypadkowi przy pracy. To już nie były żarty. Szef postanowił całą sprawę zatuszować. Dla Bogdana Wiśniowskiego zaczęła się droga przez mękę. Pierwszy opatrunek zrobił mu szef. Sprowadził też zaprzyjaźnionego lekarza. Bogdan zamykany był w magazynie-sypialni od zewnątrz, żeby nie wychodził i przypadkiem nie kontaktował się z nikim. Zresztą szef zagroził mu, że jeżeli będzie próbował ucieczki, to mu poderżnie gardło. Przy materacu rzuconym na posadzkę, który mu służył za łóżko, miał wiadro do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Żeby był z niego jakiś pożytek i żeby nie przychodziły mu do głowy głupie myśli, szef przynosił mu małże do czyszczenia albo warzywa do przebierania. Bogdan pracował i mdlał z bólu. Lekarz, który odwiedzał go prawie codziennie, stwierdził któregoś dnia, że stan jego zdrowia się pogorszył, a poparzone nogi wymagają szpitalnego leczenia. Właściciel restauracji o szpitalu nawet nie chciał słyszeć i zmienił lekarza na innego, też znajomego. Nie wiadomo jak by się dla Bogdana zakończyła ta chałupnicza kuracja, gdyby nie pomoc jednej z Polek pracujących w restauracji. Korzystając z nieobecności szefa - dowiozła niemogącego chodzić Bogdana na wózku gospodarczym do telefonu. Bogdan zadzwonił do jedynej osoby, o której wiedział, że nie odmówi mu pomocy, do swojej mamy. Ona zadzwoniła do Ambasady Polskiej w Rzymie i poprosiła o interwencję.
Nad ranem do restauracji wtargnął oddział karabinierów. Poparzony Bogdan trafił do szpitala Santa Maria delle Grazie w Pozzuoli. Był 18 października - 20. dzień koszmaru, jaki przeżywał mężczyzna. Właściciel restauracji jeszcze tego samego dnia trafił do więzienia Pogioreale w Neapolu. Szpital w Pozzuoli o wypadku i chorym Polaku, który nie ma ubezpieczenia ani pieniędzy i nie zna języka, zawiadomił regionalny oddział korporacji związkowej CGIL w Neapolu. Związki zaopiekowały się Bogdanem, a personalnie - Polka, Wioletta Sardyko z zarządu regionu. Jak się później okazało, pomoc ta była bardzo potrzebna. W szpitalu odwiedzali Bogdana nieznani mu Włosi i grozili, że jeżeli będzie zbyt wiele mówił, to spotka go przykrość. Chory twierdził też, że część personelu patrzyła na niego niezbyt przychylnie. Opiekunowie postanowili przenieść go w bezpieczne miejsce, gdzie nie będzie odwiedzany i nawiedzany. Tak trafił do ośrodka Caritas, prowadzonego przez siostry zakonne. Tu mógł spokojnie dochodzić do zdrowia, mając odpowiednią opiekę.
O sytuacji Bogdana Wiśniowskiego Wioletta Sardyko poinformowała ks. Stanisława Iwańczaka, kierującego Polską Misją Katolicką w Neapolu. Oboje zainicjowali zbiórkę pieniędzy na rzecz Bogdana. Podczas niedzielnej Mszy św. dla Polaków uzbierano ponad 400 euro. Pieniądze zostały przekazane choremu Bogdanowi na jego osobiste potrzeby. Była to jedyna i konkretna pomoc rodaków. Bogdan nie znał swoich darczyńców, ale napisał do nich list, który był odczytany podczas Mszy św. dla polskich emigrantów. Napisał w nim: „(...) Dziękuję wszystkim, (...) Mariuszowi, Wioletcie, Jamalowi, Iwanowi, Enzo, Małgorzacie i Rafaelowi, Księdzu Stanisławowi, a przede wszystkim Wam, Kochani, dziękuję, bo mimo że mnie nie znacie, nie zawahaliście się mi pomóc. Żałuję tylko, że nie mogę Was uściskać i podziękować osobiście. Żałuję, że mogę tylko napisać: Dziękuję. Z podziękowaniami w modlitwie - Bogdan”.
Później Bogdan przebywał w domu opieki w Neapolu. Koszty jego pobytu pokryły władze miasta. Powoli wraca do zdrowia. Próbuje chodzić. Już wiadomo, że nogi będą sprawne. Jego pracodawca opuścił więzienie Pogioreale i przed sądem odpowie z wolnej stopy. Bogdan ma adwokata, znanego karnistę Angelo Cutolo, który w procesie wystąpi jako oskarżyciel posiłkowy. Prawnik został zaangażowany przez związek zawodowy CGIL. Mecenas jest przekonany, że wyprocesuje odszkodowanie jako rekompensatę za cierpienia Bogdana.
Bogdan Wiśniowski, gdy znalazł się w szpitalu w Pozzuoli, chciał jak najszybciej znaleźć się w Polsce, ze swoją rodziną i zapomnieć na zawsze o Italii. Teraz, gdy dochodzi do zdrowia, otoczony ludźmi mu życzliwymi, zastanawia się, czy nie spróbować jeszcze raz. Ma nadzieję na znalezienie dobrej, normalnej pracy i uczciwego pracodawcy.
Święta Bogdan spędził z rodziną w Polsce. Związkowcy z CGIL w Neapolu kupili mu bilet do Polski i powrotny z otwartą datą powrotu. Do Włoch może wrócić w każdej chwili. Od niego teraz zależy, czy zdecyduje się jeszcze raz na szukanie pracy w Italii, czy przyjedzie tylko na rozprawę w sądzie w Neapolu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2007-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Polacy przy grobie Jana Pawła II: on wciąż wskazuje nam drogę

2026-09-10 16:34

@ks. Łukasz Bankowski/@Vatican Media

„Jan Paweł II jest dla mnie ciągle żywy. Był naszym nauczycielem tego, jak przejść przez życie” – mówi Vatican News Hanna z Jeleniej Góry. Przy grobie Papieża Polaka modlili się pielgrzymi z różnych stron Polski. Wśród uczestników polskiej Mszy była także Anna z Wietnamu, która niemal codziennie przychodzi do grobu Jana Pawła II. „Zawsze go pozdrawiam” – mówi.

Więcej ...

KRRiT: więcej wydarzeń sportowych będzie musiało być transmitowanych w otwartych kanałach telewizyjnych

2026-09-11 11:30

Adobe Stock

Od września 2027 roku więcej wydarzeń sportowych, m.in. z udziałem polskich tenisistów, koszykarzy, hokeistów i klubów piłkarskich, będzie musiało być transmitowanych w otwartych kanałach telewizyjnych - wynika z opublikowanego w Dzienniku Ustaw rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Więcej ...

Anglia: Kościół przeciw ustawie o wspomaganym samobójstwie

2026-09-11 15:24

Adobe Stock

Izba Gmin zagłosowała. Przewodniczący episkopatu Anglii i Walii abp Richard Moth nazywa tę ustawę „złą co do zasady” i „głęboko wadliwą”.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Wiara

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Marta Nawrocka: jesienią w Polsce odbędzie się spotkanie...

Wiadomości

Marta Nawrocka: jesienią w Polsce odbędzie się spotkanie...

Ten kościół to unikat. Nie ma filarów ani podpór....

Kościół

Ten kościół to unikat. Nie ma filarów ani podpór....

Zmarł ks. prof. Jan Górski - wybitny polski misjolog

W diecezjach

Zmarł ks. prof. Jan Górski - wybitny polski misjolog

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

Kościół

Nowe zgromadzenie zakonne rozpoczęło posługę w Polsce

YouTube usunął kanał Archidiecezji Łódzkiej

Kościół

YouTube usunął kanał Archidiecezji Łódzkiej

Bp Waldemar Musioł o koncercie Padre Guilherme w Opolu: to...

Kościół

Bp Waldemar Musioł o koncercie Padre Guilherme w Opolu: to...

Węgry: Wypadek polskiego autokaru; sześć osób doznało...

Wiadomości

Węgry: Wypadek polskiego autokaru; sześć osób doznało...

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....

Kościół

Zamknięcie kanału Archidiecezji Łódzkiej na YouTube....