Drogie badania
Małymi kroczkami zbliżamy się do realizacji taniego państwa. Na razie jest droższe, no ale przecież to logiczne - aby mogło potanieć, musi najpierw zdrożeć. Przez niecały rok urzędowania Donald Tusk zdążył wydać cztery razy więcej pieniędzy z funduszu dyspozycyjnego premiera niż jego poprzednik Jarosław Kaczyński. Na co poszła ta dodatkowa kasa? Pewnie na słynne badanie stanu zdrowia premiera. Prześwietlili go od głowy do stóp, a to musi kosztować.
Poprawianie wizerunku
Inne wyjaśnienie wyjątkowo dużych, w porównaniu do poprzednika, wydatków premiera ma jeden z posłów koalicyjnego PSL. Forsa była potrzebna Donaldowi, żeby naprawić zepsuty przez poprzednią ekipę wizerunek Polski w Europie. No to już jest jasne, skąd w brytyjskim „Timesie” człowiek dotychczas zajmujący się sprawami kuchni nagle pisze o antysemickim obliczu Polaków. Poprawiał wizerunek naszego kraju, który w ostatnim czasie został ohydnie zniekształcony.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zdecydowana reakcja
PSL-owskie szefostwo KRUS zareagowało na niepokojące sygnały o nepotyzmie w tej instytucji i chirurgicznym, zdecydowanym ruchem wyczyściło - dosłownie - sytuację. Wszystkich, którzy mogli coś pisnąć, a nie byli z rodziny, wyrzucili z roboty. Na pierwszy ogień poszła kadrowa. To nie dziwi. Ona wiedziała najwięcej.
Kara
Podobnie jak kadrowa z KRUS-u, wiceminister z MSZ też poszedł na zieloną trawkę. Za skrajną nielojalność. Premier powiedział tajemniczo, że na tym się nie skończy i Waszczykowski zostanie przykładnie i surowo ukarany. Strzelamy - znajdzie końską głowę pod poduszką.
(pr)