Reklama

„Stworzenia Boże”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Stworzenia Boże - dla wyjaśnienia dawnego terminu - to my wszyscy i zwierzęta.
Podczas wizyty w Australii Ojciec Święty Benedykt XVI serdecznie pogłaskał główkę małego kangurka w australijskim zoo. Należało to prawdopodobnie do dyplomatycznego rytuału, ale daje się tu spostrzec ciepły stosunek Ojca Świętego do zwierząt. Stosunek człowieka do zwierząt to jeszcze jedno świadectwo postrzegania otaczającego świata. „Stworzenie Boże” - mówiło się niegdyś. Kiedyś, w dzieciństwie, szczur wydał mi się brzydki, ale stara służąca powiedziała z uśmiechem - to też stworzenie Boże.

Zwierzęta Rembrandta

Reklama

Rembrandt nie boi się umieszczania zwierząt w swoich dziełach. Świadczą o tym tytuły, jak choćby „Święta Rodzina z kotem”. Rembrandt przedstawia sceny ze Starego i z Nowego Testamentu jako wydarzenia niezwykłe, ale mieszczące się w odwiecznym cudzie spotkania boskiego z ludzkim. Rembrandtowska akwaforta, na której dostrzegamy biblijnego Tobiasza - ociemniałego starca, to pozornie zwykła scena. Przestrzeń, w której się odbywa, jest najzwyklejszym wnętrzem z XVII-wiecznej Holandii, z kręgu prawdopodobnie zamożnego mieszczaństwa. Dramat ociemniałego biblijnego starca Tobiasza to dramat starości. Bezradny, ślepy Tobiasz, osamotniony, podąża do drzwi po omacku, jedną ręką wyciągniętą przed siebie bada przestrzeń, a drugą rękę wspiera na kiju. Oblicze jego wyraża niepokój, lęk.
Smutek tej sceny z Biblii łagodzi ocierający się o nogi ślepego starca pies, jakby chciał dodać mu otuchy. Domowy pies, niewielki i puszysty - i dramat łagodnieje.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Dobry wolf”

Reklama

Tuż po Powstaniu Warszawskim 1944 r. zostałyśmy z rodziny tylko we dwie, z Babką Wacławą, po selekcji niemieckiej w obozie dla wypędzonych z Warszawy, w Pruszkowie.
Z Pruszkowa załadowano nas do wagonów towarowych, służących zwyczajnie do przewożenia węgla, brudnych i odkrytych. Jechałyśmy długo, padał deszcz, ale dostałyśmy bochen chleba od ludzi - okrągły, duży, pachnący.
Byłam już dwukrotnie uratowana cudem z selekcji, ale na stacji w Skarżysku-Kamiennej uratował mnie pies - pies szkolony na ludzi, dzieci polskie, żydowskie, cygańskie… Klasyczny esesmański „wolf”, tylko o umaszczeniu brązowym, podczas gdy „wolfy” najczęściej były czarne.
Kiedy, uratowane z transportu, dotarłyśmy na niewielki wówczas dworzec w Skarżysku-Kamiennej, kolejarze, przeważnie należący do walczącego podziemia, wyposażyli Babkę w długą tacę z kromkami chleba, aby upodobnić warszawiankę do reszty ludzi w poczekalni. Babka usiadła na ławce jako sprzedawczyni, ja natychmiast położyłam się na brudnej podłodze, obok ludzi, którzy tam spali. Jakiś żołnierz niemiecki wsunął mi pod głowę futrzany „alpejski” plecak. Z głębokiego snu wyrwał mnie krzyk: Warszawiacy, uciekajcie, idą esesmani z psami! Poderwałam się szybko - nie miałyśmy żadnych dokumentów jako uciekinierki z transportu. Wybiegłam przed budynek dworca, minęłam żołnierza na warcie, w mroku zobaczyłam „studzienki” ułożone z podkładów kolejowych. Schowałam się wewnątrz jednej z nich - były ażurowe jak studzienki z zapałek, kiedyś układane dla zabawy.
W drzwiach dworca, ruchomych jak drzwi w westernowych „saloonach”, zobaczyłam dużego psa - owczarka alzackiego, który, wspięty na tylnych łapach, otwierał sobie ruchome skrzydła drzwi. Pomyślałam - nadchodzi śmierć. Esesmani wysyłali psy, żeby sprawdziły teren i przywołały ich szczekaniem; bali się zasadzki, bo były to tereny (Skarżysko, Kielce) zwane przez nich Banditen Land - było tam wszędzie dużo partyzantów, w okolicznych lasach, a często wśród ludzi, wmieszanych w tłum.
„Oto śmierć nadchodzi” - uklękłam w przestrzeni studzienki i bezgłośnie modliłam się do Boga. Pies zbliżał się zupełnie spokojnie, nie wydając głosu. Przybliżył do mnie głowę, wkładając ją przez szerokie fugi między podkładami; dotknął mnie wilgotnym nosem … i spokojnie odszedł, wracając do wnętrza poczekalni.
Długo czekałam, przytulona do ziemi, ale nikt się nie pojawił - pies nie wydał przecież głosu… Ktoś mu zabronił?
Późno wróciłam do poczekalni dworcowej. Kolejarze dali nam chleba i pod osłoną ciemności zaprowadzili do pustych towarowych wagonów pociągu, przewożącego jedynie w pobliżu parowozu lawety z niemieckimi działami; Niemcy czekali na dobre sprawdzenie torów (obawiali się min) i okolicy - walka z partyzantami trwała nieustannie. Po godzinie pociąg ruszył.
Tak dojechałyśmy z Babką Wacławą do Kielc. Siatka zorganizowana głównie z rodzin kolejarskich (AK, AL, BCh) udzieliła nam pomocy, a później zaprowadzono nas do krewnych.
Czasami myślę o „dobrym wolfie”.
Celowo w tych refleksjach na temat „stworzeń Bożych” nie odwołuję się do drogiego mi św. Franciszka z Asyżu, świętego niezwykłego poety - bo idea franciszkańska, prosta i trudna zarazem, wymaga poważnego omówienia. Każda epoka ma swoją wizję Świętego Biedaczyny. - Nie czuję się powołana do takiego wykładu.

Miłość do wszelkiego stworzenia

Nie śmiem wyraźnie sformułować pytania - czy istnieją stworzenia upośledzone?
W prywatnej szkole podstawowej - w klasach o małej liczebności, 8-9 dzieci, mieliśmy kolegę kalekiego, o wielkiej zdeformowanej głowie i kończynach, siedział na wózku, woziła go zawsze bona. Ja często podawałam mu, co było zadane, bo w szkole prawie nie bywał - mieszkał blisko mnie, na tej samej warszawskiej ulicy Lwowskiej; potomek rodziny białogwardyjskich emigrantów, którzy uciekli z czerwonej Rosji do Polski.
Kiedy przepisywał, bardzo powoli, zadania zdeformowaną ręką do małego kajeciku, uśmiechał się do mnie rozbrajająco. Miałam 10 lat i wstyd mi się przyznać, że lubiłam go trochę jak matka. Inność wzbudziła moją szczerą sympatię. Cały świat kryje tyle możliwości otwarcia serca dla każdego spośród nas.
Przez dom mojej Babki Wacławy przewinęło się wiele „stworzeń Bożych” - ludzi i zwierząt. Plejada starych rezydentek służących, wśród nich praczka Zofijka, która nie mogła już nic robić i mieszkała w pokoiku „służbowym”, niania stryja i cioci, gdy jeszcze byli mali - stara Michałowa, która tyranizowała Babkę, pani Bogójska, która - krucha i drobna, zawsze w czerni - zajmowała się „z urzędu” tylko renowacją bielizny stołowej i pościeli.
Babka rada by przytulić wszystkich, ale wówczas była już wdową, jej budżet się skurczył; mieszkanie też nie było dworem, tylko mieszkaniem w kamienicy. Zdołała jednak przecież wychować i wykształcić dziecko kucharki, Ukrainki Klementyny, której nie mogli trzymać nasi sąsiedzi, kiedy spodziewała się dziecka. Babka powiedziała, żeby Klementyna z kliniki przyszła z dzieckiem do domu Babki i tak też się stało. Zosia, córka Klementyny, miała więc dwie mamy.
Babka starała się dać możność edukacji dziewczynom sierotom, które przyjeżdżały np. z Wileńszczyzny i były moimi opiekunkami - wysyłała je na różne kursy zawodowe. Babce było ciężko, szczególnie po Powstaniu, ale zasad nie zmieniła.
Gdybym zaczęła wspominać wszystkie Boże stworzenia czworonożne, ale i ptaki, które towarzyszyły naszemu życiu od wczesnego dzieciństwa, stałoby się to zbyt rozległe jako temat, chociaż dla mnie bardzo miłe. Powiem tylko, że towarzyszyła nam np. cała rodzina foksterierów gładkowłosych, bardzo kiedyś modnych; miały bardzo dużo energii i wesołości.
Miernikiem rodzinnych sympatii do zwierząt był jeden z przechowywanych listów mojego ojca do Babki (jego matki). Ojciec brał udział w wojnie 1920 r. jako ochotnik (miał 16 lat); między treściami wojennymi pytał poważnie, czy niania chodzi z Asem na spacery.

Oswoić „złego wilka”

Zadaję sobie nieraz pytanie naiwne i retoryczne: Dlaczego ludzie znęcają się nad swoim gatunkiem i w ogóle wszelkim stworzeniem Bożym? Gdzie jest podłoże psychologiczne, że biją starą matkę, głodzą dziecko, znęcają się nad koniem, psem - np. podpalając go w bestialski sposób. W okresie urlopowym np. wyrzuca się w lesie lubianego psa z samochodu. Lub, aby to było pewniejsze, cywilizowani (?) ludzie przywiązują psa drutem do drzewa - skazując go na powolną straszną śmierć, bez wody (w upały), w przerażeniu, co się z nim dzieje. Koty, bezradne na obcym gruncie, humanitarnie (?) wyrzuca się z domu - do lasu, często w worku.
Kiedy moja przyjaciółka została nagle i na długo zabrana do szpitala, zapytałam, co się stało z jej kotem. - Pewnie zdechł - odpowiedział mi sąsiad, arogancki i szacowny obywatel. Mylił się; brat przyjaciółki przyjeżdżał codziennie z jedzeniem i nowym żwirkiem. Nie mogę nikogo sądzić - ale mocne pytania zostają bez odpowiedzi, i to bardzo niepokoi moralnie.
Czy można oswoić „złego wilka”, który zamieszkał w duszy człowieka? Ufam, że można.

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Świdnica: Wszczęto śledztwo w sprawie narażenia Karola Nawrockiego na utratę życia

2026-07-30 08:27

PAP/Paweł Supernak

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wszczęła śledztwo w sprawie narażenia Karola Nawrockiego na utratę życia lub zdrowia – przekazali świdniccy śledczy. Chodzi o wydarzenia z kampanii wyborczej z 2025 r., kiedy Nawrocki ubiegał się o stanowisko prezydenta RP.

Więcej ...

Papież Leon XIV: w mojej rodzinie byli niewolnicy i ich właściciele

2026-07-30 07:10

PAP/EPA/GIUSEPPE LAMI

Papież Leon XIV powiedział amerykańskiej telewizji NBC News, że jego przodkami byli niewolnicy i ich właściciele. Urodzony w Chicago papież po raz pierwszy przed kamerami mówił o historii niewolnictwa w jego rodzinie. Wyraził też nadzieję na podróż do Stanów Zjednoczonych.

Więcej ...

Powstanie Warszawskie. Polscy sportowcy na barykadach Warszawy

2026-07-30 21:08
Ignacy Tłoczyński (z lewej) i Czesław Spychała w mundurach 6. Pułku Pancernego

Fotografia archiwalna 2. Korpusu Polskiego / Domena publiczna

Ignacy Tłoczyński (z lewej) i Czesław Spychała w mundurach 6. Pułku Pancernego "Dzieci Lwowskich" II Korpusu Polskiego. Macerata/Włochy 1945-46.

W historii Polski tradycje sportu olimpijskiego są ściśle związane z walką o wolność i niepodległość i, gdy 1 sierpnia 1944 roku, rozpoczęto powstanie zbrojne przeciwko okupującym Warszawę wojskom niemieckim, wśród powstańców nie zabrakło polskich wyczynowych sportowców, olimpijczyków, trenerów i działaczy sportowych. Do walki stanęli nie tylko ludzie młodzi, ale też weterani wojny z 1920 roku i września 1939.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Liturgiści przestrzegają przed automatyzmem i...

Kościół

Liturgiści przestrzegają przed automatyzmem i...

O. Marcin Ciechanowski: Zadajmy sobie pytanie - co...

Wiara

O. Marcin Ciechanowski: Zadajmy sobie pytanie - co...

Medjugorie: Polak aresztowany za profanacje i podpalenie

Kościół

Medjugorie: Polak aresztowany za profanacje i podpalenie

Papież Leon XIV: w mojej rodzinie byli niewolnicy i ich...

Kościół

Papież Leon XIV: w mojej rodzinie byli niewolnicy i ich...

Medjugorie: Wielka i skandaliczna profanacja figury Matki...

Kościół

Medjugorie: Wielka i skandaliczna profanacja figury Matki...

Oświadczenie Ruchu Wojowników Maryi

Kościół

Oświadczenie Ruchu Wojowników Maryi

Papież Leon XIV przyznaje polskiej parafii wyjątkowe...

Niedziela Świdnicka

Papież Leon XIV przyznaje polskiej parafii wyjątkowe...

Nowenna do św. Marty o pomoc w sprawach trudnych

Wiara

Nowenna do św. Marty o pomoc w sprawach trudnych

Japonia: Na rynek trafiły „ludzkie lodówki” - kabiny...

Wiadomości

Japonia: Na rynek trafiły „ludzkie lodówki” - kabiny...