To prawda, że nasz najlepszy skoczek narciarski przeżywa pewien kryzys. Niemniej nie musi on niczego nikomu udowadniać. W skokach narciarskich osiągnął praktycznie wszystko. Jest już przecież legendą tego sportu. Cieszy się wielką estymą zarówno wśród zawodników krajowych, jak i zagranicznej konkurencji. Nie spotkałem w mediach żadnej wzmianki o tym, by ktokolwiek wyrażał się o nim niepochlebnie.
Podobnie rzecz się ma z kibicami (pomijam internetowe komentarze tzw. prowokatorów, którzy czyhają tylko na wielką ilość wpisów, co zapewne sprawia im dużą frajdę). Jeden z sieciowych forumowiczów o nicku „rafalu19” wyraża, moim zdaniem, opinię zdecydowanej większości fanów, pisząc: „…opamiętajmy się, przecież ile dobrego Adam wyskakał dla naszego kraju. Przecież zdobył najwięcej medali z mistrzostw świata i zdobył Puchar Świata 4 razy, to chyba wystarczy, aby go wspierać, i cieszyć się z oglądania skoków (nie tylko Małysza)”. Święte słowa.
Co prawda, generalnie media nie krytykują Adama Małysza tak brutalnie, jak to miało miejsce w zeszłym roku (zob. mój felieton „W obronie mistrza nart!” - 4/2008), ale odczuwa się w nich spory niedosyt po jego dotychczasowych występach. Spodziewano się bowiem zupełnie innych wyników. Na treningach bywa nawet całkiem dobrze. Gorzej jest na zawodach. Praktycznie żaden ze szkoleniowców nie umie powiedzieć, czego brakuje naszemu skoczkowi, by osiągać optymalne rezultaty. Nawet sam zainteresowany nie potrafi podać powodów słabszych występów.
Widać jednak, że Polak, jak przystało na prawdziwego profesjonalistę, nie wpada w panikę. Nie sądzę też, by rychło nie powrócił do wielkiego skakania. Wiele wskazuje na to, że jego uwaga skupi się na Mistrzostwach Świata w Czechach. Liberec będzie bowiem gościł najlepszych skoczków 21, 27 i 28 lutego. Tak naprawdę tam okaże się, który ze skoczków jest tej zimy w najlepszej formie. Wcześniej jednak czekają nas konkursy Pucharu Światu w Zakopanem. Wszyscy wierni fani Adama Małysza liczą, że właśnie w Tatrach 16 i 17 stycznia pokaże on wielką klasę mistrza. Do tej pory, nawet jeśli wcześniej wiodło mu się różnie w zawodach PŚ, na Wielkiej Krokwi zazwyczaj wznosił się na szczyty swoich sportowych umiejętności. Niesiony fantastycznym dopingiem dziesiątków tysięcy kibiców oddawał dwa dobre i długie skoki, które zapewniały mu wysoką lokatę. Dawały też nadzieję na kolejne udane starty. Oby tak właśnie stało się i w tym roku.
Po Orle z Wisły możemy zatem spodziewać się dobrego występu w zimowej stolicy naszego kraju. Czego możemy oczekiwać po jego kolegach z kadry? Nie chciałbym krytykować naszych szkoleniowców, ale jakoś nie sposób dostrzec wśród naszych skoczków kogokolwiek, kto z powodzeniem mógłby konkurować, bądź w ogóle zastąpić Adama Małysza. Czy to wina trenerów? Czy może po prostu brakuje u nas narciarskich talentów? Nie sądzę, byśmy pod tym ostatnim względem byli gorsi od innych nacji. Raczej powodów mizernych rezultatów naszych skoczków należy szukać w systemie szkoleniowym. Chyba błędem było też przedwczesne pożegnanie się z fińskim selekcjonerem Hannu Lepistoe, a wcześniej z Austriakiem Heinzem Kuttinem. Ten pierwszy, co prawda, niejako wrócił do łask, gdyż ostatnio stał się jakby osobistym trenerem Adama Małysza, który udał się do niego do Lahti. Czy takie posunięcie naszego sztabu szkoleniowego odniesie zamierzone skutki? Trudno powiedzieć. Sądzę jednak, że na pewno nie powinno ono zaszkodzić naszemu skoczkowi wszech czasów. Przekonamy się o tym w Zakopanem. Czekamy też na metamorfozę mistrza.
Kontakt:
Pomóż w rozwoju naszego portalu



