Reklama

Kultura

Księga mojego życia

Mateusz Wyrwich

Halina Łabonarska - jedna z najwybitniejszych polskich aktorek

Jest jedną z najwybitniejszych polskich aktorek. W tym roku obchodzi 40-lecie swojej pracy artystycznej. Gra głównie w teatrze. Jako jedna z nielicznych artystek - od kilkunastu lat ma odwagę występować w programach Radia Maryja i Telewizji Trwam

Matka dorosłych już dziś trzech synów: Tomasza, Piotra i Wawrzyńca. Urodzona w Gdańsku, od ponad trzydziestu lat mieszka w Warszawie. Występowała w najznakomitszych przedstawieniach teatrów: Ateneum, Dramatycznego, Polskiego, Na Woli. Laureatka wielu znaczących nagród aktorskich. Grała w spektaklach najwybitniejszych reżyserów. Jej role - Anki w filmie „Aktorzy prowincjonalni” czy Barbary w spektaklu „Noce i dnie” bądź Spiki w „Onych” Witkiewicza - weszły już do klasyki teatru.
Zaczynała biednie - od wody i kromki chleba posypanej cukrem. - Pamiętam, jak miałam 20 gr, szłam do sklepiku i mówiłam: „Poproszę o sprzedanie mi jednego cukierka”. A pani sprzedawała nam 3, bo za mną stali moi dwaj mali braciszkowie. Dziś jeden z nich jest księdzem - opowiada Halina Łabonarska. Córka Kresowiaków z Brasławszczyzny, przedwojennego rejonu zabranego podczas IV rozbioru Polski. Wychowywała ją i jej dwóch młodszych braci tylko matka. Ojciec, żołnierz wileńskiej AK, a po wojnie pracownik Portu Północnego, został w 1949 r. skatowany przez UB za udział w strajku. Od tego czasu nie odzyskał już pełnego zdrowia i po dwóch trepanacjach czaszki zmarł jako 25-latek. Osierocił trójkę małych dzieci. - Właściwie ojca prawie nie znałam. Jako mała dziewczynka wiedziałam tylko tyle, że tata jest ciągle chory - wspomina Halina Łabonarska. - Co się tak naprawdę stało, dowiedziałam się od mamy dopiero po zbrodni komunistów na Wybrzeżu w 1970 r. I kiedy podczas sierpniowego strajku w 1980 r. śpiewałam „Kołysankę” Macieja Pietrzyka w słynnej sali BHP Stoczni Gdańskiej, miałam wrażenie, że składam ojcu hołd.
Dziś do aktorskich nagród Halina Łabonarska dołączyła zupełnie nieartystyczny laur. Medal 25-lecia „Solidarności” - w dowód uznania za jej patriotyczne zaangażowanie podczas walki o niepodległość Polski.
Dzieciństwo Halina Łabonarska spędziła w gdańskich Siedlcach w dwupokojowym mieszkanku. W bieli kwitnących ogrodów i lip pachnących, a zimą - wśród śnieżnych pagórków; w świetle gazowych lamp ulicznych o woni przedwojennej Polski. Z jedną lalką, która była raczej ozdobą domu aniżeli przedmiotem dziewczęcych zabaw. Osierocona rodzina wiodła życie surowe, skromne, bez jakiegokolwiek zbytku. To była twarda szkoła życia. Ale - jak podkreśla aktorka - oparta na prawach Bożych i patriotyzmie. - Odkąd pamiętam, przychodzili do nas przyjaciele ojca, krewni, słowem - męska strona ojca rodziny - mówi aktorka. - Na różnych uroczystościach zawsze śpiewali pieśni religijne i patriotyczne. Lecz było też wiele niewymuszonej radości. Opowiadań o ich dziecięcej i młodzieńczej Polsce, bezpowrotnie minionej.

Pierwsze kroki

Wprawdzie mama Haliny Łabonarskiej nie wyobrażała sobie dla córki tak chwiejnej przyszłości, jaką przynosi zawód artystki, to jednak wiele jej posunięć edukacyjnych jakby mimowolnie formowało dziewczynkę właśnie w tym kierunku. Od I klasy podstawówki przez siedem lat Janina Łabonarska posyłała dziecko na lekcje baletu. W szkole podstawowej i średniej Halinka śpiewała też w chórze gdańskiej parafii pw. św. Franciszka w dzielnicy Emaus. Jako licealistka pobierała z kolei lekcje gry na skrzypcach, jednak kończąc podstawówkę na piątkach i rozpoczynając naukę w liceum pedagogicznym, Halinka ani myślała o aktorstwie. Choć, owszem, wiele recytowała, ale tylko podczas szkolnych koncertów poetycko-muzycznych. Nigdy na „akademiach ku czci...”, jak podkreśla z naciskiem. Z chęcią czytała też i interpretowała wiele prozy podczas lekcji polskiego. Marzenie o aktorstwie przyszło wraz z maturą.
Egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi maturzystka zdała celująco. Sama była zaskoczona, że z taką łatwością przeszła trzyetapowy konkurs egzaminacyjny, przy zachwycie komisji. - Kiedy już studiowałam, zastanawiałam się, jak się tu dostałam. Z jednej strony do aktorstwa przygotowywały się w łódzkiej PWST dzieci ówczesnych ludzi władzy, a z drugiej - ja, córka biednej wdowy - opowiada Halina Łabonarska. - Szokujące było dla mnie to zderzenie z rzeczywistością, gdzie wszystko wolno, wszystko jest dopuszczalne. To było zetknięcie ze światem brutalnym. Światem źle rozumianej wolności. I był to bardzo trudny okres w moim życiu. Tu nie rozmawiało się o Bogu ani o wierze. Chodziłam jednak w każdą niedzielę do kościoła i nikt mi nie czynił przeszkód. Lecz z drugiej strony łódzka Filmówka była dla mnie czasem otwarcia się na wszystkie możliwości artystyczne. Na to wszystko, co we mnie tkwiło. A okazało się, że rzeczywiście jest we mnie potencjał niezwykłej energii artystycznej. To wszystko eksplodowało. Profesorowie rzucali mnie na szerokie wody, bo nie powielałam żadnych schematów. Tworzyłam własną wizję, w której rodziła się moja artystyczna osobowość.

Reklama

Aktorka

Debiutem aktorskim Haliny Łabonarskiej, w 1970 r. była jej rola dyplomowa jako Beatrycze w „Wiele hałasu o nic” Szekspira i jako Jewdocha w „Sędziach” Wyspiańskiego, którą zagrała na deskach łódzkiego Teatru Nowego. Recenzje były znakomite. Mimo propozycji angażu w teatrach łódzkich młoda aktorka wybrała teatr Izabeli Cywińskiej w Kaliszu. Tu - rola Wróżki-Harfiarki w „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego i znów doskonałe recenzje. Później kolejne role teatralne i filmowe. Za nimi szły również nagrody. Po kilku latach spędzonych w Teatrze Nowym w Poznaniu aktorka, już jako mężatka, w drugiej połowie lat 70. otrzymała angaż w warszawskim Teatrze Na Woli, gdzie dyrektorował wówczas jeden z najwybitniejszych aktorów - Tadeusz Łomnicki. - Kiedy przychodziłam do Łomnickiego, chciałam poznać wielkiego artystę. Zobaczyć, jak gra. To mnie fascynowało. Był dla mnie aktorskim mistrzem. Fantastycznie, że mogłam z nim grać. Największym wydarzeniem dla mnie było to, że on zagrał Fantazego Słowackiego, a ja zagrałam Idalię i w piątym akcie mówiliśmy swoje monologi. Były to dla mnie ekstremalne spotkania artystyczne.
W tym czasie w Polsce i na świecie następowały wydarzenia, które na nowo formowały wiele ludzkich postaw. Wybór Polaka na papieża. Powstanie „Solidarności”. - Od tego czasu zaczęłam jakoś ostrzej widzieć komunizm. Również mocniej rozumieć, kim była moja rodzina i przodkowie. Dlaczego każdy dzień był dla nich pod znakiem krzyża. I że ja też jestem spod tego znaku, i że jest to dla mnie bardzo ważne. Na moją przyszłą postawę ogromny wpływ miały dwa momenty wolności. Pierwszy - kiedy byłam na Mszy św. w 1979 r. na placu Zwycięstwa. Bardzo przeżyłam to, co powiedział Jan Paweł II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi”. Pomyślałam sobie wtedy: „Przecież Duch Święty działa. Tchnie, kędy chce. Ale w nas!”. I drugi moment wolności - 11 listopada następnego roku, kiedy mogłam iść w pochodzie z katedry warszawskiej na plac Zwycięstwa, dziś Piłsudskiego, śpiewając pieśni patriotyczne i religijne... Tak się rodziła moja świadomość polityczna. To było Powstanie Warszawskie mojego pokolenia. Spełnialiśmy się jako patrioci. Jako naród. I byłam dumna po raz wtóry z ojca. To przecież było też jego zwycięstwo. Pomyślałam sobie: Boże, jak to dobrze, że dałeś mi takiego ojca, takich rodziców.
Ale rok 1981, czas „Solidarności”, to również czas rozstania się z wielkim profesorem Tadeuszem Łomnickim. - Decyzja o odejściu była wtedy dla mnie historyczną koniecznością - mówi aktorka. - Łomnicki bardzo to przeżył i nawet kilka lat później powiedział w jakimś wywiadzie, że zabolało go to, iż odeszłam z jego teatru. Rozpoczęłam nowy etap w zespole Gustawa Holoubka w Teatrze Dramatycznym.

Właściwa droga

Stan wojenny nie zniszczył jej wiary w wolność. Pogłębił tylko świadomość, że żyje w niewoli. Od razu też zaangażowała się w rozlepianie ulotek, bojkot komunistycznych środków przekazu i w działalność artystyczną w świątyniach. Niedługo po wprowadzeniu stanu wojennego zaczęła uczestniczyć we Mszach św. za Ojczyznę, celebrowanych przez ks. Jerzego Popiełuszkę. Razem z innymi aktorami brała udział w liturgii słowa, recytowała poezję. Tak do dnia beatyfikacji ks. Jerzego. - Pozostałam oddana jego idei, że artyści mówią językiem poetów o tym, czym jest Ojczyzna - opowiada Halina Łabonarska. - Ksiądz celebrował, a ja uczestniczyłam w Eucharystii, i dla mnie to było najpiękniejsze. Spotykaliśmy się w zakrystii. Zdarzało nam się spotykać u niego w mieszkaniu, gdzie rozdawał teksty poetyckie. Śmierć ks. Popiełuszki wywołała u mnie ogromne przygnębienie, ale była też znakiem, że jestem na właściwej ścieżce. Że jego życie i ofiara nie mogą pozostać bez mojego zaangażowania. Że powinniśmy oddać choćby część swego życia, by pokazać, że ks. Jerzy nie zginął na darmo.
I można powiedzieć, że za tę wierność ks. Jerzy wynagrodził artystkę. Kiedy przed kilkunastu laty jej najmłodszy syn Tomasz zachorował i nie dawano mu żadnej nadziei na życie, po modlitwach za wstawiennictwem jeszcze niebeatyfikowanego ks. Jerzego chłopiec wyzdrowiał, bez śladu choroby w dorosłym życiu.
Gdy przyszła wolna Polska, aktorka nie porzuciła Kościoła. Brała udział w Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej. Gdy powstało Radio Maryja, a potem Telewizja Trwam, podjęła z nimi współpracę. Na falach Radia przybliża milionom słuchaczy wybitną literaturę, poezję. Od dziesięciu lat codziennie o godz. 15 można usłyszeć fragmenty „Dzienniczka” św. s. Faustyny, której Halina Łabonarska użyczyła głosu.
Na kilkanaście tysięcy polskich aktorów i aktorek, takich odważnych było jednak niewielu. Halinę Łabonarską wkrótce otoczył mur środowiskowej niechęci. Niektórzy zaczęli jej unikać. Inni uważali, że jej związek z redemptorystami to „chwilowa choroba”. - I tak trwa to do dziś. To jest nieustająca amplituda nastrojów wobec mnie. Raz się wznosi, raz opada. Fala chęci lub niechęci. Fala krytyki, pogardy, lekceważenia albo też podziwu i pewnego uznania dla mojej konsekwencji - mówi Halina Łabonarska. - A dla mnie jest to jedna z najważniejszych ksiąg mojego życia. To spotkanie z sacrum. Nie wszyscy to rozumieją, ale mnie to nie boli. Moi synowie często mi mówią: „Mamo, to jest twoja droga. Jesteś niesamowicie mocna”.

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Nie tylko Bagatela! Środowisko artystyczne mówi dość

2019-11-08 18:15

screen gazeta.pl/YT / wPolityce.pl

Agnieszka Holland i Maja Ostaszewska

List m.in. Holland i Ostaszewskiej: "Nie będziemy dłużej wspierać kultury milczenia"

Więcej ...

Trump na Marszu dla Życia: każde dziecko jest bezcennym i świętym darem Boga

2020-01-24 19:38

Wikipedia

Każde dziecko jest bezcennym i świętym darem Boga - mówił prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przemawiając podczas 47. Marszu dla Życia w Waszyngtonie.

Więcej ...

„Niedziela” stanęła do apelu

2020-01-24 23:11

www.youtube.com

– Media katolickie sięgają głębiej i patrzą dalej. Skupiają się na wyjaśnianiu i pogłębianiu zjawisk zawsze w Duchu i prawdzie. Podają do wiadomości to, co inni odrzucają – powiedział podczas Apelu jasnogórskiego 24 stycznia, we wspomnienie św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy, ks. dr Jarosław Grabowski, redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Zawód podwyższonego ryzyka

Wiadomości

Zawód podwyższonego ryzyka

Jej misja trwa

Wiara

Jej misja trwa

W Niepokalanowie trwa wielka ekspiacja za grzechy przeciwko...

Polska

W Niepokalanowie trwa wielka ekspiacja za grzechy przeciwko...

Dlaczego chrzcimy dzieci, a nie dorosłych?

Kościół

Dlaczego chrzcimy dzieci, a nie dorosłych?

Karmelici z Solca wydali oświadczenie ws. Komunii św. dla...

Kościół

Karmelici z Solca wydali oświadczenie ws. Komunii św. dla...

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

Kościół

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

Rzecznik Episkopatu: abp Lenga nie reprezentuje Kościoła...

Kościół

Rzecznik Episkopatu: abp Lenga nie reprezentuje Kościoła...

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus...

Dosyć obrażania papieża Franciszka przez katolików

Kościół

Dosyć obrażania papieża Franciszka przez katolików