Reklama

Bożena Sztajner/Niedziela

Nowe czasy – nowe grzechy

2015-01-12 10:57

o. Leon Knabit OSB, Agnieszka Nieć

Nasze czasy przyniosły zmiany w postrzeganiu naszej duchowości. Jesteśmy zdolni do kreowania rzeczywistości, również w sferze ducha. Dynamizm człowieka zmusza go nawet do poszerzania sfery grzeszności. „Rozwijamy się” i w pewnym sensie stajemy się bardziej przewrotni w stosunku do przykazań Boga. Kościół, któremu często zarzuca się bezradność i zaniechanie, tym razem zmusza nas do przyjrzenia się tej umiejętności; do spojrzenia na człowieka, który jest w stanie przekraczać Prawo, aż do zdewaluowania pojęcia grzechu. Wydawało się, że definicji naszych grzechów wystarczy na tysiąclecia, tymczasem aktywność człowieka i tutaj wymusiła zmiany. Powszechność kierowania się ku nowym bożkom zmusiła Kościół do zdefiniowania nowych wymiarów grzechu, związanych z jego rozległością, skalą upowszechniania i wieloma zmianami w kierunkach rozwoju współczesnego człowieka. Efektem przemyśleń jest nowa lista grzechów, która wydaje się prawie odpowiedzią na nagłówkowe tematy z prasy, czy newsy programów informacyjnych.

Społeczna nauka Kościoła, czy nauczanie ostatnich papieży już wcześniej sygnalizowały wiele zjawisk, które znajdziemy na liście nowych grzechów. Podkreślano już wielokrotnie zjawisko nadmiernego bogacenia się części świata i ubóstwo innych, problemy wynikające z globalizacji, nierówności społecznej, ekspansji przemysłu, konsumpcjonizmu.

W komentarzach do nowych grzechów zwraca się uwagę, że w ten sposób powstała druga po dziesięciu przykazaniach Bożych lista grzechów śmiertelnych. Sądzi się, że w ten sposób Kościół chciał z jednej strony zwrócić uwagę na odpowiedzialność spoczywającą na tych, którzy są u władzy i nadają kształt życiu społecznemu, z drugiej zaś - uzmysłowić i spowiednikom, i wiernym, że Boga można śmiertelnie obrazić nie tylko kradzieżą, bluźnierstwem czy pożądaniem cudzej żony (Orazio La Rocca, „La Repubblica”)..

Reklama

Agnieszka Nieć: Kościół Katolicki ogłosił listę „nowych” grzechów głównych. Konieczność uzupełnienia Dekalogu pojawiła się wraz z rozwojem nauki i globalizacją. Nowe grzechy w przeciwieństwie do starych, które miały charakter głównie indywidualny, mają wymiar społeczny, ze względu na zasięg ich oddziaływania. Znalazły się wśród nich manipulacje genetyczne, powodowanie biedy, nierówności i niesprawiedliwości społecznej, nadmierna bogacenie się, handel narkotykami i niszczenie środowiska naturalnego. Czy to rzeczywiście są zupełnie nowe grzechy?

Leon Knabit.: Rozwój nauki i techniki sprawił, że ludzie mają o wiele większe możliwości we wszystkim: większą szybkość działania, przekazywania informacji, udoskonalone sposoby zarówno pomnażania dobrobytu, jak i pomnażania wszelkiego zła. Jak się miało dzidę i oszczep, to ile ludzi można było zabić? A ilu, jak się ma bombę atomową? Więc te wszystkie nowe możliwości jakie ma człowiek, stwarzają nowe pola, na których rosną stare grzechy. Tak z grubsza biorąc, w naszym judeochrześcijańskim systemie wartości, wszystkie sprowadzają się do przekroczenia 10 przykazań. Można powiedzieć, że te nowo ogłoszone są nie tyle zupełnie nowymi grzechami, ile że ich asortyment się rozszerzył. Kiedyś, np. grzechy przeciwko życiu były bardzo proste, tak samo grzechy przeciw własności.

A.N.: Czyli tak naprawdę da się je wszystkie sprowadzić do nieprzestrzegania Dekalogu, tylko w dzisiaj można go przekraczać na o wiele więcej sposobów.

L K.: Tak. W pewnym sensie są nowe, ale wszystkie wyrastają ze wspólnego pnia. Można je porównać do linków zamieszczanych przy jakiejś stronie internetowej.

A.N.:Może przyjrzyjmy się tym nowym grzechom bardziej szczegółowo. Co Ojciec sądzi o pierwszym z nich, czyli o manipulacjach genetycznych? Na przykład klonowanie czy zapłodnienie in vitro. Chodzi tutaj o niedopuszczalne ingerowanie człowieka w stwórcze plany Boga?

L K.: Na pewno badania naukowe nad początkiem człowieka są dozwolone i sensowne, bo mogą się przysłużyć rozwojowi medycyny. Ale są pewne granice etyczne, których nie powinno się przekraczać. Dajmy na to in vitro - można by na ten temat cały traktat napisać, obecnie mówi się o tym bardzo dużo. Gdy popatrzy się na to, co „wymyślił” Pan Bóg to jest jasne, że mężczyzna i kobieta w radosnym, pełnym miłości posiadaniu siebie niejako współpracują z Bogiem, stwarzając środowisko przekazujące dziecku tę miłość i poczucie bezpieczeństwa oraz akceptacji. Są to właściwe warunki do poczęcia i prawidłowego rozwoju człowieka w przyszłości. Powstanie dziecka in vitro może nie mieć nic wspólnego z miłością - zamiast radosnego uścisku jest mechaniczny zabieg lekarski - wszczepianie, często powtarzane wielokrotnie, zapłodnionej komórki, bardzo często nie wiadomo od kogo, komórki zupełnie anonimowej. Nie jestem kobietą, ale chyba inaczej odbiera się przekazanie życia wprost przez ciało kochanego człowieka, a wykonanie tego samego, jako zabiegu, przez lekarza, który za to bierze niezłe pieniądze, w dodatku jest obcym człowiekiem.

A.N.:Nie wszyscy jednak tak to postrzegają. Także w sposób naturalny dziecko może zostać poczęte zupełnie bez miłości, w nieudanym związku lub w czasie przypadkowego kontaktu seksualnego, a nawet gwałtu.

L K.:Tak, oczywiście, ale chodzi o to, że to nie są sytuacje normalne. Trzeba tu wyraźnie podkreślić, że Pan Bóg przyjmuje i kocha każde dziecko, także poczęte in vitro czy w wyniku gwałtu. Każde ma duszę. Ktokolwiek się urodził i w jakikolwiek sposób się urodził, jest przez Boga przyjęty. Jeśli jednak nie ma tej miłości w akcie poczęcia, powinno się takiemu dziecku stworzyć taki klimat, żeby było bardzo kochane, aby mu to wynagrodzić, co nie zawsze jest łatwe. Także dziecko poczęte in vitro może być bardzo kochane.

I zwykle jest, bo na tę metodę decydują się przecież ludzie, którzy bardzo chcą mieć dzieci, i jeśli im się to w końcu uda, otaczają to upragnione dziecko wielką miłością.

L K.:I sami też często bardzo się kochają, tylko w momencie zapłodnienia jest to „miłość na odległość”. Ale jeśli na przykład mężczyzna jest bezpłodny, bierze się nasienie innego mężczyzny... i ludzie się na to zgadzają. Pojawia się postawa: ja muszę mieć dziecko! Za wszelką cenę... A dziecko jest darem! Więc jeśli nie dostanę daru, to je sobie wyprodukuję, przy pomocy kogoś czy czegoś. Czytałem kiedyś, że pewna kobieta poddawała się zabiegowi sztucznego zapłodnienia 4 razy, bo się nie udawało, i było to dla niej bardzo upokarzające przeżycie.

A.N.:Zapewne nie tylko samo zapłodnienie, bo również poprzedzająca je kuracja hormonalna ma wiele skutków ubocznych i bywa trudna do zniesienia.

L K.:Potem urodziło się upragnione dziecko, było kochane, a między nią a mężem coś zaczęło się psuć, zupełnie nie wiadomo dlaczego. W naturze człowieka jest coś takiego, że jeśli robi coś nie tak, jak sama natura chce, to potem - prędzej czy później - zaczyna się to na nim odbijać - natura się broni. Ostatnio lekarz powiedział mi: „Ojciec trzyma się wspaniale, ale ciała się nie da oszukać, a ciało jest zmęczone”. Kiedy człowiek staje na miejscu Pana Boga i próbuje urządzać życie po swojemu, okazuje się, że działanie niezgodne z prawami natury zemści się na nim. Mówią to także ludzie niewierzący czy niebiorący pod uwagę elementu religijnego.

A.N.:Wracając jeszcze do zapłodnienia in vitro... W stanowisku Kościoła najważniejsze nie jest chyba to, że dziecko zostaje poczęte w sposób nienaturalny. Z pewnością istotniejszy jest fakt, że zwykle „produkuje się” więcej zarodków, niż może się z nich urodzić dzieci. Niewykorzystane zarodki są potem zamrażane, albo nawet niszczone.

L K.: A dla człowieka niewierzącego to nie odgrywa żadnej roli. Bo jeśli nie ma Boga, nie ma duszy, to czym różni się komórka człowieka od komórki jakiegokolwiek zwierzęcia w pierwszych stadiach rozwoju? Można z nią zrobić to, co się robi z komórkami świni, myszy, szczurów czy małp. I tu jest „pies pogrzebany”. Jan Paweł II mówił o błędzie antropologicznym. Spory między wierzącymi a niewierzącymi o in vitro nie będą rozwiązane, jeśli wpierw nie ustali się, czy człowiek ma duszę i jest istotą stworzona na obraz i podobieństwo Boże? Czy też jest tylko wyżej zorganizowaną materią. Jeśli to drugie, to zabicie dziecka w jakiejkolwiek fazie rozwoju prenatalnego jest zrozumiałe i usprawiedliwione. Jeśli się odmówi człowiekowi duszy nieśmiertelnej, wtedy nie ma istotnej różnicy miedzy człowiekiem a wyżej rozwiniętymi ssakami. Wobec czego pewne kwestie etyczne wyglądają już inaczej. Ale jeśli człowiek jest wyższy o całe piętro rozumności, nieśmiertelności i możliwości kontaktu z Bogiem, to musi zdawać sobie sprawę ze swej godności i odpowiednio się zachowywać.

A.N.:Myślę, że to trudny temat. Nawet osoby uznające się za wierzące często odbierają zakaz zapłodnienia in vitro jako zakaz radości z posiadania dziecka. Wydaje się, że dla katolika jest to kwestia zaufania do nauczania Kościoła Katolickiego, i poważnego traktowania zagrożeń, jakie on wskazuje. Mówimy tutaj o wymiarze rodziny, ale przecież mnożą się też grzechy w skali makrospołecznej. Stąd moje pytanie o powodowanie biedy i nierówności społecznej, nadmierne bogacenie się. Czy to jest rzeczywiście całkiem nowe zjawisko?

L K.: Dziś zjawiska, o których Pani wspomina, są bardziej spektakularne, bardziej widać to w TV, w mediach, gdzie pokazuje się ludzi bardzo bogatych i bardzo biednych. I najczęściej nie po to, żeby tym biednym pomóc, jest to często po prostu zwykły reportaż. Sam fakt istnienia bardzo bogatych i bardzo biednych, to nic nowego. Już Jezus powiedział: „Ubogich zawsze mieć będziecie”. Ale mówił to w bardzo ważnym kontekście, a mianowicie, że tym ubogim trzeba pomóc. Zawsze były przypadki krzywdzenia ubogich. Biblia, a dokładnie kodeks z Księgi Wyjścia bardzo wiele miejsca poświęca ubogim: zabrania ich prześladowania, upokarzania, zabierania im środków koniecznych do przeżycia, czyli pomnażania ich biedy i różnych kłopotów, które z niej wypływają. To wszystko istniało od samego początku życia społecznego, zatem i nierówności były z całą pewnością. Ale dzisiaj - także dlatego, że liczba ludności wzrosła, zwiększyła się skala zjawiska - są miliardy ludzi, którzy mają za mało i miliony umierające z głodu. Prymas Wyszyński tu w Tyńcu powiedział, że Europa powinna być nowym światowym Betlejem - czyli domem chleba - i powinna dostarczać chleba tam, gdzie go brakuje. A tymczasem Europa dostarcza broni...

A.N.:Wydaje się, że nadmierne bogacenie się, to bardzo nieprecyzyjnie zdefiniowany grzech. Gdzie jest granica pomnażania dobrobytu? Jak rozpoznać, gdzie zaczyna się grzech? Co uznać za nadmiar bogactwa? Dobry samochód? Większy dom?

L K.:To sprawa dość subiektywna i trzeba się tu kierować własnym sumieniem. Wydaje mi się, że jeśli człowiek naprawdę liczy się z Panem Bogiem i patrzy na ludzi wokoło, to się zastanawia: czy mnie ta czy inna rzecz jest naprawdę potrzebna? Jeśli ksiądz ma samochód i ten samochód służy parafii, to wtedy ludzie nie będą mieli żadnych pretensji. Jeśli człowiek ma dobra i dzieli się tymi dobrami, wtedy nie ma problemu. Jeśli natomiast ma niewiele, ale trzyma to dla siebie, grzechem staje się nie nadmiar pieniędzy czy dóbr, tylko właśnie to przywiązanie do nich.

Pani Hanna Chrzanowska, służebnica Boża, wychowywała się w bardzo bogatej rodzinie. I nigdy nie czuła dyskomfortu z powodu tego, że żyła w takim środowisku, bo jej rodzice dawali biednym, ile tylko mogli: budowali domy, organizowali kolonie dla dzieci. Im podobni wybudowali nawet linię tramwajową, by robotnikom łatwiej było dotrzeć do pracy. Widać było, że ich pieniądze służyły ludziom - gdyby oni mieli mało, to tamci nie mieliby nic. Widzimy znów, że dla człowieka, który jest przywiązany do wartości, dla którego Pan Bóg jest tą wartością najwyższą i według Niego układa wszystkie inne sprawy, to, czy ma mało czy dużo, nie jest takie ważne. Stopień jego religijności pozwala mu określić, jaki może być stan jego posiadania.

Grzech ten pozwala nam zatem ocenić naszą reakcję na wspomniane słowa, „ubogich zawsze mieć będziecie”. Jedni są ubogimi z własnej winy, z lenistwa. Nie chce im się przyłożyć do pracy, nie szanują nawet tego, co mają, czasami marnotrawią nawet otrzymane środki do życia. Innym znów jakoś dziwnie się nie wiedzie. Nie potrafią, często są zupełnie bezradni wobec klęsk żywiołowych czy wypadków losowych. Nie da się stworzyć społeczeństwa, w którym wszyscy mieliby jakieś przyzwoite minimum egzystencji. Na przykład bezdomni - część z nich nie chce żadnej opieki, bo nauczyli się żyć jako całkowicie wolni, swobodni, nawet jeśli to niesie ze sobą niepewność jutra i egzystencję w ekstremalnie trudnych warunkach.

Zbierając dotychczasowe myśli, jeśli ktoś ma i jeszcze otrzymuje, a nie dzieli się tym, nie widzi potrzeb drugiego, to jasne, że jest to złe. Ilustracją niech będzie przypowieść o dłużniku, któremu darowano dziesięć tysięcy talentów, on zaś nie miał litości wobec tego, kto był mu winien tylko sto denarów. Jeśli człowiek otrzymał - czasem spadek, czasem wynagrodzenie za własną pracę, za wykorzystanie swych talentów i umiejętności, a przecież one też są darem - jego obowiązkiem jest pomóc tym, którzy mają mniej.

A.N.:Trzeba by zatem zwalczyć w sobie tą nadmierną potrzebę posiadania. I to posiadania coraz więcej i więcej... Z tego pożądania wynikają często nieetyczne pomysły na zarabianie pieniędzy. Mówi o tym kolejny nowy grzech: handel narkotykami.

L K.: To grzech przeciwko przykazaniu: „nie zabijaj”, jak każde szkodzenie drugiemu człowiekowi. Narkotyki istniały zawsze, ale nigdy nie na taką skalę. I nigdy nie zarabiano na ich sprzedaży tak wielkich pieniędzy.

A.N.:W dużej mierze z przesadnej chęci zysku wynika jeszcze jeden z pozoru tylko nowy grzech: niszczenie środowiska. A przecież - jak mówi Księga Rodzaju - Pan Bóg wziął (...) człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał (Rdz 2,15). Czyli polecił człowiekowi dbać o to, żeby pierwotna harmonia stworzenia nie została utracona. Niestety to, co dzieje się dzisiaj, trudno nazwać inaczej niż dewastacją Ziemi. I w tej dziedzinie człowiek niestety bardzo „poszedł do przodu”.

L K.: Kościół od dawna zwracał uwagę na ten problem. Według tego, co nam opowiadano na wykładach historii monastycznej, na przykład u kamedułów na wycięcie jednego dużego drzewa w obrębie eremu - a erem zawsze był w lesie - potrzeba było pozwolenia najwyższego przełożonego.

Dla świętego Franciszka braćmi i siostrami byli nie tylko ludzie, ale i zwierzęta, rośliny, woda, ogień. Wszyscy. I wobec tego ci bracia mniejsi, jak nazywał ich święty, powinni być odpowiednio traktowani.

A.N.:Święty Franciszek to chyba niedoceniany w dzisiejszych czasach święty, a przecież jego postawa wobec środowiska ma bardzo wiele do zaoferowania współczesnemu człowiekowi. Może stać się fundamentem rozwoju ekologii, ujmowanej w perspektywie chrześcijańskiej hierarchii wartości.

L K.: Tak, święty. Franciszek jest dzisiaj chyba za mało doceniany. Ale trzeba spojrzeć na problem szerzej, bo z jednej strony rozwój przemysłu powoduje nieuniknione zmiany w środowisku naturalnym i trzeba się z tym pogodzić. Jednak z drugiej strony nieopanowana chęć zysku przekracza dzisiaj granice zdrowego rozsądku i rzeczywiście zagraża równowadze życia biologicznego na Ziemi. Wycinanie lasów, marnotrawienie zasobów wody, czy choćby zabijanie fok - tylko dlatego, że młode foki mają wspaniałe futra, niszczy się całe ich populacje. A dlaczego zabija się słonie dla zdobycia kości słoniowej? Z chęci zysku. I tu, jak bardzo często, korzeniem zła jest chciwość pieniędzy. Dominuje podejście: po nas choćby potop. Bo ci ludzie, którzy w tej chwili to czynią, umrą najpóźniej za kilkadziesiąt lat. A za 100 lat, albo i wcześniej będzie wyraźnie widać nieodwracalne czasem skutki ich działań. Dlatego bardzo są potrzebni dalekowzroczni, mądrzy ekolodzy. Ruchy ekologiczne, które w oparciu o ideologię franciszkańską odnawiają prosty stosunek człowieka do Boga i do stworzenia, dają gwarancję działania prawdziwie ekologicznego, bez wynaturzeń, jakie wśród dzisiejszych „zielonych” nieraz mają miejsce.

A.N.:Na szczęście jest coraz więcej takich ruchów, które przypominają o tym, jakie jest miejsce człowieka pośród innych stworzeń. Podkreślają też, że bez piękna i bogactwa przyrody, człowiek staje się ubogi duchowo. Może ruchy te powstają również z tęsknoty za pierwotną harmonią, jaka panowała w raju? Bo przecież w raju nawet zwierzęta nie zabijały się nawzajem.

L K.:A co było z pchłami? (śmiech) Może żywiły się czym innym? Roślinki sobie zajadały? A może wtedy jeszcze nie było pcheł, dopiero później wyewoluowały? A węże jadowite? Musiało być jakoś tak, że zwierzęta żyły w harmonii. A o czasach mesjańskich, czyli o odnowionym świecie, mówi prorok Izajasz: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii” (Iz 11,6nn). Może więc kiedyś zobaczymy, jak raj wyglądał naprawdę…

A.N.:Miejmy nadzieję, że tak, bo tu, na ziemi, raczej już nie przywrócimy stanu pierwotnego. Takiego braku pokory, jak w dzisiejszych czasach, w podejściu do przyrody chyba nigdy wcześniej nie było. Dzisiaj człowiek zachowuje się często jak władca absolutny, któremu wydaje sie, że może wykorzystywać naturę w dowolny sposób.

L K.: Oj, było, było! Iluż to ze starożytnych władców uważało siebie za bogów i nakazywało, by im oddawano boską cześć pod karą śmierci. O Antiochu IV pisze Druga Księga Machabejska: „Wierzył, że ziemię uczyni spławną, a morze dostępne dla podróży pieszych” (2 Mch 5,21). A dzisiaj człowiek nie mówi tego wprost, ale przypisuje sobie boskie prerogatywy i panując nad ziemią, nie uznaje żadnych granic etycznych.

A.N.:A Pan Bóg nie dał człowiekowi Ziemi do bezwzględnego wykorzystywania i niszczenia, tylko do opiekowania się nią...

L K.: Tak! „Czyńcie sobie ziemię poddaną” (Por. Rdz 1,28). Ale w ten sposób rozumieją te słowa, które Bóg skierował do człowieka na samym początku, tylko ludzie głęboko wierzący i myślący.

A.N.:Może spróbujmy wyjaśnić, co dokładnie znaczą słowa: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Czy człowiek ma być gospodarzem, opiekunem, kimś na wzór Boga dla innych stworzeń, dbającym o to, by dzieło Boga pozostawało sobą w swym pierwotnym porządku, czy bezwzględnym zdobywcą, który może unicestwiać co uważa za stosowne, podporządkowując wszystko swoim nieograniczonym żadnymi normami etycznymi potrzebom?

L K.: Jeśli człowiek, ignorując Boga, czyni siebie panem absolutnym, to mamy to, co mamy i może za jakiś czas nie będzie ani czym się opiekować, ani czego czynić sobie poddanym, gdyż człowiek po prostu Ziemię zniszczy. Oczywiście ani myślę pisać czarnego scenariusza, ale doświadczenie uczy, że inicjatywy ekologiczne nawet podejmowane ze szlachetnych pobudek są niewystarczające wobec działań ludzi, którzy mają środki i nienasycone apetyty, by z Ziemi wydusić, ile się da.

A.N.:Brak szacunku dla natury obraca się w konsekwencji przeciwko samemu człowiekowi. Człowiek niszczy w ten sposób samego siebie.

L K.: Tak. I nie chce tego zobaczyć. Ziemia została nam poddana, żeby przyroda dzięki człowiekowi czuła się bezpiecznie. Człowiek nie zawsze sobie uświadamia, że bez przyrody nie mógłby istnieć. Dlatego tak ważna jest mądra ekologia, dążąca do przywrócenia, o ile to możliwe, pierwotnej harmonii.

Grzech niszczenia środowiska dotyczy też stosunku człowieka do zwierząt. Trudno pogodzić z tym, że zwierzęta są traktowane jak rzeczy, choćby w przemysłowych hodowlach, gdzie żyją w warunkach powodujących cierpienie fizyczne i psychiczne, w ścisku, i nigdy nie widzą słońca. Jest to powszechnie akceptowane, bądź udaje się, że się o tym nie wie.

L K.:Transport żywych koni w okropnych warunkach, tuczenie gęsi na wątróbki, można by podawać wiele innych przykładów. Płaci się ciężkie pieniądze, żeby zjeść chorą gęsią wątróbkę! A w Afryce ludzie umierają z głodu. Jest taka książka Oskalpowana ziemia - wydana pierwszy raz na początku lat 60. XX w. Jej autorka pokazała, jak człowiek niszczy swoją planetę, i przewidywała ponurą przyszłość, co niestety w dużym stopniu się sprawdziło. Straszne jest to, co ludzie wyrabiają! U podstaw takiego zachowania leży chciwość, chęć, aby posiadać jak najwięcej, albo czysta bezmyślność. Jak człowiek nie ma Boga, musi mieć wszystkiego jak najwięcej... Bo jeśli w moim życiu jest Pan Bóg, to mam wszystko i mogę obyć się bez wielu rzeczy. A jak nie ma Pana Boga...

A.N.:Trzeba sobie zapełniać życie jakimiś namiastkami? Czymś, co ma wypełnić wewnętrzną pustkę?

L K.:Tak. Jak Adam i Ewa. Gdy mieli Pana Boga, nie posiadali nawet ubrania i było dobrze. Kiedy Go stracili, czy raczej Jego łaskę, to pierwszą rzeczą, jaką sobie sprawili, były przepaski z listków figowych. Pierwsza ludzka własność - właściwie symbol ludzkiej własności. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że kiedy staje się sam dla siebie Bogiem, bo nie chce być niewolnikiem Bożych przykazań, oddaje się w niewolę tego wszystkiego, co ma.

A.N.:Wracając jeszcze do ochrony środowiska i podejścia do zwierząt... Wydaje mi się, że Kościół mówi o tym za mało - jeśli w ogóle - a jego zdanie mogłoby - i chyba powinno - być w tej sprawie istotnym głosem.

L K.: Chyba nie wszędzie jest taka posucha na ten temat. Ze swej strony staram się nie zaniedbywać przypominania o naszych mniejszych braciach przy okazji spotkań duszpasterskich. Już najmniejszym dzieciom mówię, że i chomik, i rybka, i pies, i kot, i trawka, i kwiat, to wszystko jest JAKIEŚ i ma prawo do szacunku. Gdy napisałem książkę Czy zwierzęta mają duszę?, usłyszałem: wreszcie księża zaczynają mówić o zwierzątkach. Wydaje mi się, że nie jestem pierwszym autorem, który porusza tę kwestię, gdyż na rynku księgarskim można znaleźć wiele publikacji na temat zwierząt. To, co nas irytuje, to traktowanie zwierząt bez uszanowania ich praw, jak rzeczy. To są nasi bracia mniejsi. Nawet jeśli mają służyć jako pokarm - po potopie, jak mówi Biblia - muszą być traktowane humanitarnie. Zwierzęta prowadzone na rzeź odczuwają lęk, tym bardziej jeśli inne zabija się na ich oczach. Trzeba robić wszystko, żeby zminimalizować ich cierpienia. Na szczęście są ekolodzy, którzy walczą o poprawienie warunków hodowli zwierząt. I tutaj istotna jest też rola Kościoła. Wspominaliśmy świętego Franciszka, warto o nim częściej ludziom przypominać.

A.N.:Współczesny człowiek, który chętnie przyswaja tak wiele „nowinek” na temat swojego umysłu, zamyka się poniekąd na wiedzę o zwierzętach. Kartezjusz mógł myśleć, że zwierzę jest maszyną nieodczuwającą bólu, ale dzisiaj wiadomo dokładnie, że między zwierzęcą a ludzką psychiką nie ma aż tak wielkiej przepaści.

L K.: Zwierzęta odczuwają radość, przywiązanie, ból, strach. Tajemnice tego, co można nazwać (niematerialną - materialną?) duszą zwierzęcia, są jeszcze nie do końca zbadane. Zwierzęta mają w sobie jeszcze wiele tajemnic, które czekają na odkrycie.

A.N.:A czy zwierzęta mają duszę? Czy będą z ludźmi w niebie? Co mówi o tym Pismo Święte?

L K.: Nic nie mówi. Na temat nieśmiertelności zwierząt nic w nim nie ma. Ale mówi o nowym niebie i nowej ziemi, gdzie wszystko będzie odnowione. Pytali mnie ludzie, czy można sobie wyobrazić, że na kolanach u Pana Boga siedzi piękny, wielki, mruczący rudy kocur. Jest w tym jakaś tęsknota człowieka za tym, żeby to, co umiłowane na ziemi, przemienione przez łaskę Bożą, towarzyszyło mu w wieczności. Przecież wszystko, co Pan Bóg stworzył, było dobre... Dopiero grzech wszystko popsuł...

Wrócę jeszcze do duszy zwierząt - jakąś duszę posiadają na pewno, bo widać, że mają życie uczuciowe, przywiązują się, potrafią bronić człowieka, być wierne, o czym świadczą choćby pomniki psów, które latami wracały w miejsce, gdzie umarł ich pan. Są psy przychodzące na grób swojego pana, są i takie, które kończą życie ze smutku po zmarłym właścicielu.

Kiedy byłem kapelanem domu rekolekcyjnego w Pewli Małej, był tam też i pies, wabił się Hultaj. Zawsze kiedyjak szedłem z przystanku autobusowego i gwizdałem, odzywał się radosnym szczekaniem nawet z daleka. Dwa lata później, po nowicjacie tynieckim, pojechałem tam znowu. Już w drodze, będąc jeszcze dość daleko, zagwizdałem i natychmiast rozległo się to samo radosne szczekanie. Pamiętał. Pies zresztą potrafi rozpoznać swojego pana po wielu latach. Inteligencja zwierząt to jest temat jeszcze do końca niezbadany.

To nie jest tylko biologia, z pewnością coś więcej. Ale to jeszcze nie świadczy o duszy nieśmiertelnej.

A.N.:Ktoś powiedział, że zwierzęta są bliżej Boga niż ludzie. Są pogodzone ze światem, potrafią ze spokojem znosić cierpienie. Człowiekowi to przychodzi znacznie trudniej...

L K.: Sięgnijmy do Thomasa Mertona, który pisał o świętych łososiach, świętych sosnach, doskonale wypełniających wolę Bożą. Bo świętość jest cudowną zgodą z wolą Bożą. A przyroda w pełni się z nią zgadza. Nawet jeśli przyjdzie katastrofa, która zniszczy 3 drzew, po upływie pewnego czasu powstanie nowy las. Człowiek wiele się może nauczyć od przyrody, od zwierząt. Pismo Święte mówi: Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi, bądź mądry (Prz 6,6). Bardzo często w Piśmie Świętym występują porównania, w których zwierzę stawiane jest jako przykład:

.

Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! (Mt 10,16).

Są na ziemi cztery istoty małe,
lecz najrozumniejsze z mądrych:
lud mrówczy, chociaż bez siły,
a w lecie nazbiera żywności;
góraliki, lud wprawdzie niemocny,
ale w skale mieszkania zakłada;
szarańcza, która choć nie ma króla,
cała wyrusza w porządku;
jaszczurka, co nie da się schwycić rękami,
a mieszka w pałacach królewskich (Prz 30,24-28).

Nierozumne stworzenia w pełni oddane są Panu Bogu..., a my, z naszym rozumem? Kiedy człowiek zaczyna robić głupstwa? Kiedy dojdzie do używania rozumu (śmiech). Cały świat, zwierzęta także, poniósł skutki grzechu pierworodnego. Nie wiemy, jak wyglądałyby ich życie, gdyby człowiek nie zgrzeszył. Jak Pan Bóg to zaplanował, czy zwierzęta polowałyby na siebie nawzajem... Czy taka była myśl Boża? Jeśli dopiero przez grzech przyszła śmierć na świat? Nic o tym nie wiemy. Tak jak o ewentualnej nieśmiertelności zwierząt.

A.N.: W dzisiejszym świecie można dostrzec dwa zupełnie różne podejścia do zwierząt - z jednej strony traktuje się je jak rzeczy, jak pokarm, produkt, a z drugiej strony jak kogoś bliskiego (na przykład jak dziecko), jak coś, co rekompensuje ludziom problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Bo zwierzę, np. pies, kocha bezwarunkowo, wiernie i do końca życia, a człowiek nie zawsze. Czy to jest dobre?

L K.:W relacjach międzyludzkich nie od dzisiaj odczuwamy zniechęcenie do człowieka. Już psalmista twierdził, że nie ma takiego, co dobrze czyni, nie ma ani jednego (Ps 53,4). A to było 800 lat przed Chrystusem! Często się mówiło i mówi: ludzkość jest zła. Ktoś dodaje: im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta... Bo człowiek, choć mu daleko do doskonałości, ma skłonność do kochania: kocha się człowieka dorosłego, kocha się małe dziecko i kocha się też zwierzę, jako coś o randze trochę niższej, co jednak warte jest życzliwości. A już weterynarze - mam paru znajomych, jak oni naprawdę kochają zwierzęta!

Z drugiej zaś strony - przesadna troska i zapewnianie zwierzętom takich wygód, o jakich nie może marzyć trzy czwarte ludności na świecie, przyznawanie zwierzętom praw osoby, może prowadzić do tego, że gdzieś się w tym wszystkim pogubimy…

A.N.:Często można usłyszeć zdanie, że ludzie kochający zwierzęta, to dziwacy, którzy nie lubią ludzi - jak gdyby jedno wykluczało drugie...

L K.: Wydaje mi się, że ludzie, którzy naprawdę lubią zwierzęta, na ogół lubią też ludzi, chyba że się na nich zawiedli, zostali jakoś przez nich zranieni.

Choć zdarzają się i tacy miłośnicy zwierząt- jak choćby pani, która ma 8 kotów czy 25 psów i dobrze się między nimi czuje - może trochę zdziwaczali, ale wolę takie dziwactwo niż ludzi, którzy wyrzucają czy torturują zwierzęta. Uważam jednak, że skrajne przypadki, przesada w jedną czy drugą stronę, nie zdarza się znów tak często.

A.N.:Wydaje się więc, że przeciętnie wrażliwy człowiek lubi zwierzęta, że to jest coś normalnego, a zły stosunek do zwierząt jest patologią.

L K.:Tak.

A.N.:Brzmi to jak truizm, ale nie dla wszystkich jest oczywiste.

Powrót do natury, mądrze rozumiany, to także odnowienie więzi ze światem zwierzęcym. Jeśli człowiek został stworzony na podobieństwo Boże, to także zwierzęta zostały stworzone po to, żeby człowiek mógł się od nich czegoś nauczyć, by przyglądając się im, mógł lepiej, i razem z nimi, chwalić Boga:

„Błogosławcie Pana, wieloryby i morskie stworzenia, *
błogosławcie Pana, wszelkie ptaki powietrzne.
Błogosławcie Pana, dzikie zwierzęta i trzody, *
błogosławcie Pana, synowie ludzcy.” (pieśń z liturgii godzin)

A.N.:Powodowanie biedy, nierówności i niesprawiedliwości społecznej to grzech, który - jak się wydaje - dotyczy w największym stopniu polityków i ludzi biznesu. Jak Ojciec myśli, czy spowiadają się z tego grzechu?

L K.: O ile politycy w ogóle się spowiadają... Dziś na czele państw rzadko stoją ludzie, którzy w swym działaniu kierują się etyką. Miałem tę wielką radość, że kiedy prowadziłem w Tyńcu rekolekcje dla części posłów Platformy Obywatelskiej, to rzeczywiście sporo osób się spowiadało. Ja nie byłem ich spowiednikiem, ale z pewnością zdarza się, że ktoś spowiada się, iż głosował niepotrzebnie za jakąś ustawą czy niepotrzebnie przeciw. To też są grzechy z gatunku „nowych” - w cudzysłowie. Dawniej spowiadali się z nich królowie i biskupi.

Miałem takiego znajomego księdza - to były lata 50. XX w. - który zaraz po święceniach został wikariuszem u proboszcza, mającego opinię bardzo ostrego i surowego. Tymczasem ten ksiądz - taki prosty chłopak ze wsi, ale bardzo pobożny, sensowny, pełen zapału i energii - przez pierwszy rok poddał się całkowicie proboszczowi: nie buntował się, był uległy, nie stawiał na swoim. Proboszcz nawet chodził do niego do spowiedzi, widać miał do niego wielkie zaufanie. Lekcje religii odbywały się w tej parafii w zimnym kościele w niewygodnych ławkach, bo na plebanii nie było miejsca. Wikary zauważył, że w wieży kościoła można by urządzić salkę katechetyczną. Proboszcz nie znosił żadnych zmian, więc się nie zgodził. Wikary przypomniał mu raz, drugi, ale proboszcz nic. Wreszcie wikary przy spowiedzi nie udzielił mu rozgrzeszenia, za zaniedbanie obowiązków duszpasterskich. Skąd o tym wiem? Bo z proboszcza był straszny impetyk - pojechał do kurii z krzykiem: rozgrzeszenia mi nie udzielił, co za wariat! Więc wydaje mi się, że jeśli tak jest z proboszczem, czy nie daj Boże z biskupem, podobnie może być z politykami. Niewykluczone, że i polityk czasem nie otrzymuje rozgrzeszenia. Natomiast - jak widać - wielu polityków nie żyje w stanie łaski uświęcającej, a jeszcze więcej wyraźnie mówi, że są ludźmi niewierzącymi.

A.N.:A może sam zawód polityka trudno jest pogodzić z etyką, bo władza jednak często demoralizuje: z jednej strony wielka odpowiedzialność, z drugiej okazja do nadużywania swojego stanowiska?

L K.:Papież Jan Paweł II w swojej adhortacji: Christifideles laici (Chrześcijanie świeccy) wprost nakazuje katolikom angażowanie się w politykę, jeśli przez politykę rozumiemy roztropną troskę o dobro ludzi i społeczeństw, a nie środek do zdobycia i utrzymania władzy za wszelką cenę, bo wtedy jest to brudna polityka i uczestniczenie w niej nie ma sensu. Kiedy więc słyszymy: „Niech Kościół się nie miesza do polityki”, to o co chodzi? Przecież około 80% Polaków przyznaje się do przynależności do Kościoła, więc politykę ma uprawiać tylko 20%? Na pewno głoszący takie hasła myślą o hierarchii i oficjalnych wystąpieniach Kościoła. Owszem, nie byłoby w porządku, gdyby prymas obsadzał stanowiska w parlamencie i decydował o podziale administracyjnym kraju, czy wyznaczał wysokość podatków - to byłby klerykalizm. Ale wyrazić swoją opinię na temat ustaw państwowych, na temat działalności grupy społecznej czy poszczególnych polityków, może każdy człowiek. Dlatego jeśliby się zabroniło tego Kościołowi i poszczególnym katolikom świeckim czy duchownym, byłaby to wyraźna dyskryminacja.

A.N.:Lista nowych grzechów wróży ponurą przyszłość. Co możemy zrobić, żeby wizja ta się nie spełniła?

L K.: Jeśli świat pójdzie bezkrytycznie w tym kierunku, jaki wyznaczają nowe grzechy - manipulacje genetyczne, narkomania, powszechna bieda i gigantyczne bogactwo, zatrute środowisko naturalne - to wtedy chyba nastąpi całkowita zagłada ludzkości... Ale oparcie się o Boga daje siłę dobru. Dlatego potrzeba mocnych ludzi wierzących. A więc trzeba trzymać się Pana Boga i zacząć naprawdę żyć bardziej konsekwentnie według planu, który On zamierzył, stwarzając świat (Wszechświat!) i człowieka.

A wszystkie te i podobne sprawy rozwiązują się w świetle słów świętego Jana: Bóg jest miłością (1 J 4,8). Bożki dawne i dzisiejsze, fałszywi bogowie, to jest odejście od tej miłości. Widzimy, że wszystkie problemy omawiane przez nas, biorą się stąd, że człowiek nie kocha innych, kocha samego siebie. Często głupio i w ten sposób przegrywa. Merton powiedział: „Kochać siebie to kochać nicość, a kochać nicość to kochać piekło”. Etyka, takie słowo wytrych, rozumiana jako życzliwość, dobroć, miłość, czyli oddanie drugiemu człowiekowi, może pomóc uzdrawiać te sprawy.

o. Leon Knabit OSB, Agnieszka Nieć, ...jakby Boga nie było. O nowych grzechach i bożkach , Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Tagi:
grzech

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Modlitewna obrona Jasnej Góry

Modlitewna obrona Jasnej Góry

Katechezy z Janem Pawłem II

Katechezy z Janem Pawłem II

Bezdomni pod opieką

Bezdomni pod opieką

Przegląd prasy 13 czerwca

Przegląd prasy 13 czerwca

Przegląd nr 24/2019

Przegląd nr 24/2019

Idziemy z Jezusem?

Idziemy z Jezusem?

Nowy rektor toruńskiego seminarium

Nowy rektor toruńskiego seminarium

Marsz równości nie zakłócił pielgrzymki

Marsz równości nie zakłócił pielgrzymki

Przeciwnicy II Marszu Równości „Częstochowa tęczy nie chowa!”

Przeciwnicy II Marszu Równości „Częstochowa tęczy nie chowa!”

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem