Polacy ratujący Żydów w powiecie Starachowice zostali zamordowani, a często spaleni przez I Zmotoryzowany Batalion Żandarmerii SS. Do bezlitosnych Niemców przylgnęło określenie „najgorsi z najgorszych”.
„«Ciotka odwróciła głowę w stronę naszych okien. Pewnie chciała pożegnać nas spojrzeniem, ale Niemiec zdzielił ją w kark kolbą karabinu, że omal nie zaryła twarzą w brudny, zadeptany śnieg. W drzwiach chaty Obuchiewiczów oderwała Tadzia od piersi, jakby go chciała podać Niemcowi, zapewne błagała o zmiłowanie dla maleństwa. Pchnął ją Niemiec tak silnie, że od futryny drzwi się odbiła i runęła gdzieś za próg chałupy. Drzwi dokładnie zamknęli, klamkę drutem unieruchomili i wieńcem rozstawili się wokół chaty» (...). Żandarmi wrzucili do domu dwa granaty. Chwilę później chata zajęła się ogniem. Jeden z żandarmów przyniósł ze stodoły snop zboża, zapalił go i wrzucił tę ogromną pochodnię do środka. Zanim dach płonącego domu zapadł się, rolnicy z Ciepielowa Starego, obserwujący ze zgrozą masowy mord, zobaczyli, że ktoś zdołał wyskoczyć przez okno. Była to 16-letnia Janina Kowalska. Przebiegła kilkadziesiąt metrów i zginęła od niemieckich kul wystrzelonych w plecy. Żandarmi zdarli z nóg dziewczyny buty, a następnie pociągnęli ciało za warkocz i wrzucili je do płonącego budynku. Naocznym świadkiem tego wydarzenia był m.in. brat zamordowanej – Jan Kowalski. «W płomieniach zaś ciągle odzywały się jęki. Bezwietrzny wieczór i spróchniałe drewno nie mogło przyspieszyć konania...» – wspominała Maria Bielecka” – taki opis męki rodzin Kowalskich i Obuchiewiczów zrelacjonowała ich kuzynka, która obserwowała mord Niemców, a cały fragment pochodzi z dopiero co wydanej przez IPN książki prof. Sebastiana Piątkowskiego W płomieniach zaś ciągle odzywały się jęki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




