Największa wrocławska procesja Bożego Ciała wyruszyła spod katedry o 10 rano. Liczyła kilka tysięcy osób. Dla wielu wiernych właśnie to święto, zaraz po Bożym Narodzeniu i Wielkiej Nocy jest najważniejsze...”
„Ksiądz z monstrancją jechał odkrytym samochodem. Za nim kawalkada kilkudziesięciu aut - tak wyglądała procesja Bożego Ciała w Tyńcu nad Ślęzą koło Wrocławia”.
„W Boże Ciało znów nie zrobimy zakupów...” - tak mieszały się ze sobą treści depesz zapowiadające i podsumowujące uroczystość Bożego Ciała we Wrocławiu.
A ja idąc w procesji przypominałam sobie obrazki z dzieciństwa. W moim rodzinnym domu przygotowania do Bożego Ciała zaczynały się wiele tygodni wcześniej. Rodzice odpowiadali - tak zresztą jest do dziś - za zbudowanie jednego z ołtarzy. Pomysł zawsze rodził się w głowie taty, potem był dyskutowany z mamą i omawiany z księdzem proboszczem. Mama zamawiała kwiaty, wstawała w środku nocy, aby przywieźć je z kwiatowej giełdy. Kwiaty, rysunki, tkaniny, metalowe konstrukcje. Na kilka dni przez czwartkiem największy pokój w domu rodziców wypełniały malowidła, kosze, wazony. Wiele razy do późnych godzin nocnych brałam udział w przyszywaniu, klejeniu, wypalaniu ze styropianowych tafli elementów drobnych, ważnych, stanowiących fragmenty zaprojektowanej przez tatę całości. Było lepienie z gipsu, szmatek, tkanie dywanów z zielonych gałęzi na konstrukcjach z drutu - budowanie ołtarza.
Od wielu już lat nie uczestniczę w tych przedczwartkowych zmaganiach, ale gdziekolwiek przeżywam uroczystość Bożego Ciała, patrzę z uniżonym zachwytem na zbudowane ołtarze i przyłapuję się na spontanicznej modlitwie za ich twórców.
Obrazki z dzieciństwa ożywają i podpowiadają proste myśli inspirowane wspomnieniami, dlatego oprócz hołdu składanego budowniczym, wraca również pytanie z dziecięcej głowy: Czy Pan Jezus się cieszy, gdy wędruje pod baldachimem przez te wszystkie ulice? Jako maluchowi przyszło mi kiedyś do głowy, że nawet jeśli jest Mu trochę niewygodnie, to jednak dobrze, że wyszedł, bo tak to wciąż mieszka w tym samym miejscu...
Jest w przeżywanie Bożego Ciała wpisana nasza polska specyfika, jednak jest to skarb, a nie wyśmiewana przez niektórych pobożność ludowa. Dlatego czytając depesze i podsumowania, chciałabym zawsze się dziwić, że ci sami ludzie, którzy kiedyś, jako maluchy, byli być może przystrojeni w białą sukienkę z koszyczkiem w ręku, teraz donoszą: sklepy będą zamknięte, kolejny długi weekend itd.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



