Tym razem powędrujemy z nim do obozów koncentracyjnych w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau.
Początek wojny i aresztowanie
Ksiądz Paweł po otrzymaniu święceń kapłańskich został wpisany na listę kapelanów rezerwy Wojska Polskiego. Podczas mobilizacji wojska latem 1939 r. otrzymał powołanie na kapelana w randze majora. Brał udział w kampanii wrześniowej, pod Skierniewicami dostał się na kilka dni do niewoli. Kiedy odzyskał wolność, wrócił do Gostkowa. Nie cieszył się nią jednak długo. Aresztowany przez Niemców 17 października 1939 r. podczas masowych zatrzymań mieszkańców Torunia oraz powiatu toruńskiego – w tym duchowieństwa. Osadzono go w Forcie VII w Toruniu. Ze względu na zasługi podczas pierwszej wojny światowej władze Fortu uczyniły go przedstawicielem zarówno księży w kontaktach z Niemcami, jak i z członkami rodzin uwięzionych, którzy przychodzili pod bramę forteczną, aby dowiedzieć się czegokolwiek o swoich najbliższych. Około 20 grudnia 1939 r. został zwolniony z Fortu VII i powrócił do parafii. Jak się miało okazać, miał przed sobą tylko niecały miesiąc posługi duszpasterskiej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Stutthof i Sachsenhausen
Reklama
Ponownie aresztowany został 15 stycznia 1940 r. Przewieziono go do obozu przejściowego w Gdańsku, który został utworzony w dzielnicy Nowy Port. Po kilku dniach trafił do położonego nad Mierzeją Wiślaną obozu w miejscowości Stutthof. Trafili do niego także dwaj młodsi bracia ks. Pawła – ks. Alojzy i ks. Bolesław. Wiemy, że wszyscy trzej odrzucili możliwość odzyskania wolności przez podpisanie niemieckiej listy narodowościowej. 9 kwietnia 1940 r. ks. Paweł wraz z innymi duchownymi diecezji chełmińskiej został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen pod Berlinem. Dotarł do niego następnego dnia. Otrzymał tam numer obozowy 23112.
Tak obecność ks. Pawła w podberlińskim obozie wspomina współwięzień, późniejszy arcybiskup, a wówczas alumn VI roku, Kazimierz Majdański (1916-2007): „Życie obozowe ma swój własny rytm i swój własny, okrutny styl. Od wczesnej rannej pobudki do wieczornego «brzęczka» na absolutną ciszę, obowiązują apele, różnorodna praca, dźwiganie kotłów, musztra, gimnastyka i tzw. sport. Musztrę prowadzi były oficer armii niemieckiej z czasów I wojny światowej, kapłan diecezji chełmińskiej ks. Paweł Prabucki, który staje się naszym szefem. Jest trzech braci księży w obozie: Alojzy, Bolesław i Paweł; wszyscy zginą. Ks. Paweł jest niezwykle ofiarny, ściągając na siebie uwagę «szejków» (esesmani) i świadomie znosząc ich brutalne kaprysy, by nas osłonić”.
Celebrans obozowych Eucharystii
Reklama
Na skutek licznych nacisków, m.in. ze strony papieża Piusa XII, w obozie w Sachsenchausen wyznaczono miejsce na kaplicę. Urządzono ją w obrębie kwarantanny, a dokładnie w pomieszczeniach, które były przeznaczone dla chorych. Oddajmy głos współwięźniowi ks. Henrykowi Malakowi, który tak wspomina: „Pewnego dnia władze obozowe rozpoczynają w tzw. kwarantannie likwidację szpitalika, który oglądał śmierć tylu naszych kolegów i obok którego przechodziliśmy zawsze z drżeniem, jak obok ponurego symbolu śmierci. – Przerabiamy go na kaplicę dla was – komunikują nam więźniowie cieśle i stolarze, których przypędzono z wielkiego obozu do tej pracy. – Ołtarz już gotowy! – wskazują na ogromny ciężki stół. Jest to stół, na którym dokonywano sekcji zwłok oraz ohydnych operacji doświadczalnych. Prawdziwie, stół ofiarny! Istny krwawy ołtarz”.
Z polecenia władz obozowych proboszczem obozowym (Lagerpfarrer) został ks. P. Prabucki. Pierwszą Mszę św. odprawił 6 sierpnia. Od tego momentu przez współwięźniów będzie kojarzony, a po wojnie wspominany, jako kapłan Eucharystii.
Tak wspominał tę pierwszą Mszę św. współwięzień ks. Wojciech Gajdus: „Głosy zachrypłe, nierówne, odwykłe od świętych tych słów; głosy pełne łkania, jak wichry huczące, szumiące, głosy, w których słyszysz cały bezmiar skołatania, wiary, męki i ufnego oddania; głosy tęskne i żarliwe płyną pod strop kaplicy. A serce pełne, najpełniejsze dziękczynienia za to, że nie zostawił Bóg sług swoich bez tej największej, jedynej pociechy”.
13 grudnia 1940 r. księża, a pośród nich ks. Prabucki, zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau. Ksiądz Paweł, za pozwoleniem władz obozowych w Sachsenhausen, mógł zabrać ze sobą skromne wyposażenie liturgiczne kaplicy. W Dachau otrzymał numer obozowy 22661. Tutaj również, w okresie tzw. przywilejów dla księży, został wyznaczony przez władze obozowe na naczelnego kapelana (Oberprister) kaplicy obozowej, którą urządzono w baraku 26. Pierwsza Eucharystia miała być odprawiona 21 stycznia 1941 r., jednak zabrakło jeszcze komunikantów, ks. Paweł odprawił więc tzw. suchą Mszę św.
Pierwszą Mszę św. sprawował jednak już następnego dnia. We wspomnieniach o. Adama Kozłowieckiego, jezuity, po wojnie misjonarza i kardynała w Zambii, czytamy: „Dziś po raz pierwszy w dziejach obozu w Dachau złożono Bogu najświętszą i najmilszą Mu Ofiarę! W tym miejscu nasiąkniętym krwią pomordowanych! W tym przybytku bluźnierstwa, przekleństwa i nienawiści! Trudno mi zapanować nad sobą; z największym wysiłkiem tłumię cisnące się do oczu łzy; czuję, że dzieje się rzecz wielka, której, «oni» nie pojmują! Cud Wszechmocnego, triumf potęgi Bożej nad księciem ciemności i jego sługami! Kaplica w Dachau! Sami ją zbudowali, wymalowali, urządzili. Niepojęte! I znowu ks. Prabucki czyta słowa Mszy św., jakby wprost dla nas przeznaczone. Msza św. o świętych męczennikach Wincentym i Anastazym: «Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie, Panie!» (Ps 79, 11). Wielu w kaplicy płacze. Każdy z nas ma na ręce cząstkę hostii, którą kapłan odprawiający Mszę św. konsekruje. Klerycy i bracia składają swoje cząsteczki na dłoniach stojących obok nich kapłanów”.




