Pierwszy raz na pieszej pielgrzymce byłem w 2007 r. Piękna sprawa. Dyrygował wtedy wszystkim ks. Józef Walusiak. To nie było tak, że rok w rok szedłem na Jasną Górę. Były przerwy, bo trochę podróżowałem po świecie. Wśród miejsc, do których dotarłem, znalazła się Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego nad Zatoką Białego Niedźwiedzia w fiordzie Hornsund w południowej części wyspy, która jest częścią Norwegii. Za pierwszym razem pracowałem tam jako kucharz, a później jako meteorolog. Dlatego lubię na pieszej pielgrzymce te niezbyt ciepłe dni. Mój próg zimna znacznie się obniżył przez pobyt na Spitsbergenie. Sprawdziłem się na Arktyce i wiem, że jak mi się coś ubzdura, to znów tam wrócę.
Sezon wakacyjny
Reklama
Za pierwszym razem pojechałem jako letnik w charakterze szefa kuchni. To tak po linii zawodowej – z wykształcenia jestem kucharzem. Wypłynęliśmy z Gdyni na pokładzie statku należącego do Uniwersytetu Morskiego. Rejs trwał 8 dni. Arktyka przywitała nas pięknym słońcem. Trafiłem na czas, w którym jest dzień polarny. Powiedzmy, że jest w miarę ciepło, bo amplituda temperatur waha się w przedziale od plus 5 do nawet plus 15. Przypomnę, że mówimy o lipcu i sierpniu. W bazie zakwaterowano sporą grupę naukowców, łącznie ok. 40 osób z całego świata. Karmiłem ludzi o różnych upodobaniach kulinarnych. Miło było słyszeć od Włochów pochwały za ragu, a od Hindusów za tikka masalę. Kuchnia stała się miejscem, w którym większość załogi chciała się sprawdzić i wspólnie ze mną coś ugotować. Perspektywa podania ulubionej potrawy sprawiała, że moja prośba o odnowienie wyposażenia, np. na piaskowanie i przeszlifowanie starej patelni, nie pozostała bez odpowiedzi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Krótkie pożegnanie
Po lecie wróciłem do Polski. W kraju okazało się, że koleżanka, która pełniła obowiązki meteorologa, z przyczyn rodzinnych musi opuścić stację w Hornsundzie. Dwa tygodnie po tym, jak znalazłem się w domu, otrzymałem telefon, czy czasem nie chciałbym wrócić na Spitsbergen i to w charakterze meteorologa. Zgodziłem się. Czekał mnie kurs eksternistyczny w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Zakopanem. Na Arktyce zjawiłem się w grudniu 2024 r. w środku nocy polarnej. Nie przepłynąłem statkiem tak, jak w czerwcu, bo cała Zatoka Białego Niedźwiedzia już zamarzła. Moja podróż wyglądała inaczej. Wpierw samolotem doleciałem do miasteczka Longyearbyen, a stamtąd przesiadłem się na śmigłowiec. Na pokład helikoptera wraz ze mną weszła pani pastor oraz pochodzący z Polski ks. Andrzej Kościukiewicz MSF, pracujący w Tromso. To spowodowało, że zimownicy ze Spitsbergenu mogli przyjąć kolędę i zajadać się świeżymi owocami, o które zatroszczył się kapłan.
Nowe wyzwania
Reklama
Grupa zimowników zawężona została do 7 osób. Teraz byłem nie tylko kucharzem, ale i meteorologiem. Każde zjawisko meteorologiczne musiałem zapisywać według odpowiedniego numeru klucza. Nie jest to trudne. Depeszę z danymi wysyłałem do IMGW i Oslo. Do tego dochodziły pomiary pokrywy śnieżnej, asysta hydrochemikowi w terenie oraz odśnieżanie i ładowanie śniegu do zbiornika z wodą. Zorza polarna, dla której ludzie wybierają się na północne rubieże Europy, stała się codziennością. Aż wreszcie, w okolicach walentynek, pojawił się pierwszy wschód słońca. Od tego momentu dzień wydłużał się co kolejną dobę o 40 minut. W Wielkanoc w końcu rozpoczął się dzień polarny. Wraz z nim wracali skuterami śnieżnymi naukowcy oraz półtoramilionowa kolonia skrzydlatych alczyków, zwiastunów wiosny. Ich pojawienie się zapowiadało podmianę ekipy. Zameldowała się ona w połowie czerwca na pokładzie statku „Horyzont II”. Pod koniec tego miesiąca moje stopy dotykały już na nabrzeża portu w Gdyni.
Początek przygody
Na wieść o rekrutacji obsady do Stacji Polarnej Hornsund swoją aplikację wysłałem pod koniec 2023 r. Maila z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną do Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie otrzymałem w Wigilię Bożego Narodzenia. Spotkanie odbyło się w połowie stycznia. Już wtedy główny koordynator sprawdził moje kulinarne kompetencje. Znienacka zostałem poproszony o przygotowanie czegoś na ząb. Jeszcze w tym samym miesiącu od kierownika wyprawy dostałem odpowiedź zwrotną. Oficjalnie zostałem ogłoszony członkiem ekspedycji. Zanim jednak wsiadłem na pokład statku, musiałem przejść szczegółowe badania medyczne. Do tego dochodziły spotkania organizacyjne, podczas których poznałem pozostałych uczestników 47. Polskiej Wyprawy Polarnej IGF PAN do stacji Hornsund na Spitsbergenie. Wiosna 2024 r. to czas intensywnych przygotowań.
Poczuć klimat
Reklama
Nie wszystkie wyprawy w teren były bezpieczne. Przeżyłem sytuację, która ze względu na załamanie pogody różnie się mogła skończyć. Warunki atmosferyczne odcięły nas od pomocy z bazy i byliśmy zdani na samych siebie. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Pamiętam też, jak zimą wybraliśmy się do husu traperskiego, takiego drewnianego schronienia używanego jeszcze w XIX w. przez pierwszych polarników. Zapach surowego drewna, światło świec, koza, którą rozpaliłem drewnem z dryftu. W takich warunkach przyrządziłem steki z renifera, grillowane warzywa i kawę zaparzoną na wodzie z lodu z lodowca. To był wieczór jak z opowieści. Jedna z tych chwil, które zostają w pamięci do końca życia. Albo inna scena. Dostałem do ręki dorsze, świeżo złowione z Zatoki Białego Niedźwiedzia. Przyrządziłem je tak, aby zachować smak miejsca, z dodatkiem lokalnych ziół i przypraw, które pod okiem botaników sam wyhodowałem w stacji. To było jak gotowanie dla duchów Arktyki, z szacunkiem, prostotą i dumą.
Epilog
Wszystko zaczęło się, gdy byłem nastolatkiem. Miałem ok. 15 lat, kiedy w jednym z czasopism popularnonaukowych natrafiłem na artykuł o wyprawach polarnych. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, że Polacy posiadają własne stacje badawcze, zarówno w Arktyce, jak i na Antarktydzie. Pomyślałem: „Wow, ale by było super pracować w takim miejscu!”. To marzenie zaczęło we mnie dojrzewać i z czasem postanowiłem, że kiedyś je spełnię. Tak też się zresztą stało.
Filmowe zapiski z pobytu D. Kowalewskiego na Spitsbergenie można do dziś znaleźć w sieci. Widać na nich codzienną kuchnię i to nie tylko żywieniową, ale i warsztatową. Dzięki nim jest szansa zajrzeć za kulisy codzienności badaczy. To, co wyróżnia ten materiał, to piękne zdjęcia dokumentujące jego pobyt na Arktyce. Jednocześnie pokazują one, że na pielgrzymim szlaku można iść ramię w ramię z osobą o niebanalnych życiowych doświadczeniach. Damian Kowalewski z Międzyrzecza Górnego był uczestnikiem 47. Polskiej Wyprawy Polarnej IGF PAN 2024/2025.





